Już mnie nic nie boli...już mnie nic nie boli chyba się już wszystko rozpuściło w moim brzuszku...bo...dostałem cieplutkie mleczko od pańci...no chociaż w tym się postarała ta moja pańcia
Piszę do Was dzisiaj, bo jutro...oj jutro to pańcia wymyśliła straszny dzień..
powiedziała tak " Berruś jutro sprzątasz w swoim pokoju
Jak to w swoim pokoju? przecież każdy pokój jest mój...to ja mam sprzątać w każdym.?
Wogóle co to znaczy sprzątać? wiem..będę udawał, że nie rozumiem o co jej chodzi
A czy ktoś mi powie co to znaczy : ubieramy choinkę? co roku to słyszę, ale nigdy nikt mi tego nie wytłumaczył?
To mają robić jutro pańciu i Najmłodsza...oczywiście ja nic nie słyszałem co ma robić Peti i pańcia
Ja mam sprzątać, oni ubierać tą choinkę a one co?
Dzisiaj to wogóle śmiesznie nie było...zabrali mnie na zakupy na takim wielkim placu, gdzie psy nie mogą wchodzić podeszli do takiej dużej miski i tam pływały RYBY...oj mniam Rybeńki..śliczniutkie, grubiutkie i takie napewno smaczne.
Wiem, bo kiedyś jeden z wujków zabrał mnie na te rybki...hm...ja na nie , nie wchodziłem tylko ten wujek wyciągał je z wody.
I dostałem potem jedną...oj jaka była pyszna mniam...
No więc stoją i patrzą te moje Ludziki...a ja podskakuje i wołam " Tą weż..tą weź i tamtą...dla mnie jedną weź".
Ja tutaj się męczę, pomagam im wybierać ..a tu nagle pańcia mówi " Hm...rybka..a kto ją zrobi?"
No to ja wołam : " Ja zrobię..ja zrobię..tylko mi dajcie chociaż jedną...taką malutką chociaż"
Pańciu powiedział " no ja napewno nie" Pańcia też nie, nie wspominając o Najmłodszej, Peti to nawet nic nie zauważyła.
I wiecie co zrobili? zabrali mnie stamtąd...a ja przecież tak chciałem pomóc...no przecież ja mogłem ją zrobić
Miałem straszny żal do moich Ludźków....jak chcę im pomóc, to nie chcą mojej pomocy, a potem słyszę, że ja niby leniuszek jestem...
Oczywiście: być ochroniarzem to Berruś, pomagać odśnieżać to Berruś, przynosić kapcie ( 100 razy ) też Berruś, a jak proszę, żeby mi pozwolili zrobić - cokolwiek to miałoby znaczyć - rybkę to już nie
Mam na nich focha...jak to mówi Najmłodsza
A teraz specjalnie dla Szymonka : Szymonku powiedź swojemu tatusiowi odemnie tak : Kochany Tatusiu Szymonka, Sarunia to był śliczny i napewno wyjątkowy piesek ( jak ja hi hi), ale jest gdzieś piesek, który czeka właśnie na Was...tylko na Was..musicie go znaleść"
Opowiem Ci jeszcze coś Szymonku:
Ja jak byłem malutki i mieszkałem z moimi braćmi i siostrami czekałem na moich Ludzików , ale wiesz gdy Ludziki przyjechali bałem się, że wybiorą kogoś innego.
Moi bracia i siostry przytulali się do nich i dawali buziaki a ja stałem i zastanawiałem się co zrobić, żeby mnie wybrali... I jak tak myślałem, to się troszkę znudziłem tym myśleniem i zacząłem szarpać trawkę, która mnie denerwowała, bo łaskotała mnie w nosek. I jak Ludziki tozobaczyli to wybrali mnie...nie wiem skąd wiedziałem, że Oni to tacy zwariowani są i szukali takiego wariata jak ja
No to do zaszczekania....tylko nie wiem kiedy muszę coś wymyśleć z tym sprzątaniem
_________________ Gosia
nie oddam Cię kochany...będę walczyć z tą chorobą!
Oczywiście jestem tak późno, bo moja pańcia uparta najpierw musi do Was wejść...
Sprzątanie ...dzisiaj było..nie udało mi się udawać , że nie wiem o co chodzi sprzątałem aż się kurzyło...
A jak Najmłodszej się dostało, bo pańcia weszła do jej pokoju i jak powiedziała..szoku doznała...ja tam żadnego szoku nie widziałem...u Najmłodszej zawsze jest mój ulubiony nieporządeczek.
Pańcia wogóle chodziła dzisiaj zła jak osa...sapała, nawet warczała pod nosem, że przy nas to dom trzebby było folią obłożyć...ja nie wiem po co ona to robi, jak jutro będzie tak jak wczoraj
I w końcu wiem co to choinka...to jest takie dziwne drzewko ( hm...na które nie wolno nogi podnosić ) na które ludziki wieszają takie dziwne okrągłe , świecące cusie...
Te cusie wcale nie pachną, wogóle nie smakują...bo spróbowałem i nie wiem po co ta cała afera z tą choinką.
Ale co tam choinka, co tam sprzątanie...dzisiaj to była awantura
Na szczęście nie z mojego powodu
Mamy sąsiada...hm..psa...to znaczy on mówi że jest psem Jest taki mały, biały ( pańcia mówi, że śliczny a pańciu że szczurek- no to już lepiej )
No i ten nasz kolega, strasznie głośny jest..codziennie gdy wychodzi na spacer...podchodzi pod nasz płot i krzyczy: " Głupi, ej głupi co robisz...ej głupi co masz...podejdź tu głupi"
Gdybym nie miał tyle lat co mam to pewnie, bym się zdenerwował bardzo, ale w związku z moim wiekiem dostojnym ignoruje go. Zupełnie mnie nie interesuje..a niech sobie krzyczy, jazgocze...co mi tam...tyle jego że może pokrzyczeć...
Tłumaczyłem Peti, żeby też wogóle nie zwracała na tego krzykacza uwagi, ale niestety młodość ma swoje prawa Bo Peti jest 5 lat młodsza odemnie i mniej odporna jest na te krzyki
No i dzisiaj sąsiad zrobił powtórkę codzienną z krzykiem pod naszym płotem...a Peti na podwórku była.
I widzę, że już jej się sierść na grzbiecie podnosi...już przebiera nogami...krzyczę do niej : "Peti słuchaj starszego...daj spokój"
Nie pomogło...ja nie wiem jak ona przez furtkę się prześlizgnęła...chyba jak jest zła to się chudsza robi...
I jak nie dopadła tego małego krzykacza...moja krew normalnie...łapy poszły w ruch...bo jak mówiłem my nie gryziemy, tylko się zamieniamy w bokserów...
No jaki ja dumny byłem z niej mniej Ludziki byli dumni, zwłaszcza że spowrotem to już wejść nie mogła ( bo już jak się nie denerwowana to już nie była taka chuda) i Ludziki to zauważyli gdy zaczęła wołać pod furtką...
A ten mały krzykacz sąsiad niestety niczego się nie nauczył, przed chwileczką znów wrzeszczał pod furtką..no ja nie wiem...mały chyba ze mną porozmawiać
Teraz muszę odpocząć po wielkim sprzątaniu więc do zaszczekania
_________________ Gosia
nie oddam Cię kochany...będę walczyć z tą chorobą!
Tak, tak...musimy odpocząć...bo błogie lenistwo to najlepsza część każdego dnia.
Powiedźcie mi Ludziki a zwłaszcza Wy pańcie czy Wy wszystkie tak szalejecie przed świętami jak moja pańcia.
Bo jeśli tak...oj to współczuję, bo pewnie leżycie tak potem jak ona
Nie rozumiem tego, cieszą się moje Ludziki, że będą święta, że dziadkowie przyjadą ( pamiętacie, ten mój kumpel-dziadek) ale zanim to będzie, to biegają cali zdenerwowani, wyjeżdzają, przywożą torby jedzenia, ktrego oczywiście pies tknąć nie może, bo to na święta
Tak jakby mieli zmienić zdanie w święta i niby mógłbym to całe jedzenie zjeść
Szaleje ta nasza pańcia z tą rurą ryczącą, potem biega z tym kijem, co mokrą podłogę robi...a ja się pytam po raz setny...po co? jutro i tak wrócimy z Peti ze spacerku i będzie tak samo
Wogóle jakaś masakra ( jak mówi Najmłodsza) doszło nawet do tego, że pańcia wymyśliła, że najlepiej by było gdyby do świąt psy nie wchodziły do łazienki
No to już pańciu nie wytrzymał i nasza pańcie kochana zmieniła zdanie
Przecież to nieważne, czy podłoga będzie się świecić ( i tak nigdy się nie świeci ), czy nigdzie nie będzie naszych kłaczków - najważniejsze, że będziemy razem sobie leżeć na tej nie świecącej podłodze i będzie fajnie.
Nawet na spacer długi nie poszliśmy...czy pańcia chce żeby słowo święta były dla nas znaczyły : Berruś nie mam czasu, muszę sprzątać, bo święta".
wrrrrrr....ja takich świąt nie chce
Jedynym miłym punktem dzisiejszego dnia ( zepsutego przez pańcię ) było szaleństwo z Najmłodszą na śniegu. Oj ale było zabawy, nie mówiąc o tym, że wróciliśmy cali mokrzy...ja nawet miałem wąsy zamarznięte...hm...i jak to mówi Najmłodsza "to coś".
Ale to nieważne, nieważne....najważniejsze, że cudownie było. Zrobiliśmy z Najmłodszą takie dziwne coś...hm...nie wiem co to jest i do czego służy, ale ma jedną fajną rzecz: marchewkę na głowie, którą jak Najmłodsza nie widziała ze smakiem zjadłem
No więc ..Kochane Ludziki....w związku z tym, że jutro przyjeżdzają dziadkowie i ten mój kumpel-dziadek będę tutaj nie tak często do Was wpadał.
Ale zrozumcie psa, do którego kumpel przyjeżdza, którego nie widział parę miesięcy...
Oczywiście o Was nie zapomnę i napewno do Was wrócę
No to wielki liz i do zaszczekania
_________________ Gosia
nie oddam Cię kochany...będę walczyć z tą chorobą!
Kochane moje Ludziki u nas już bardzo świątecznie...pachnie cudownymi zapachami...mniej cudownymi też pachnie- to coś co pańcia posmarowała na podłogi to dziwny zapach ma.
Jako, że jestem bardzo ciekawskim psem, muszę zawsze wszystko spróbować, co pańcia postawi na podłodze...postawiła w misce i to było bleee...musiałem zjeść potem kawałeczek mięska, żeby pozbyć się tego paskudnego smaku
Czyżby to była metoda na kawałeczek czegoś smacznego hm...muszę się zastanowić czy częsciej czegoś nie próbować
Tak jak pisałem przyjechał mój kumpel-dziadek więc teraz mam mniej czasu na spanie bo chodzę ciągle za dziadkiem...a to odśnieżymy ( lepiej z dziadkiem bo on się tak nie denerwuje gdy mu pomagam), a to pójdziemy na spacer i tak nam dzień mija.
Wczoraj mój pańciu zadał mi dziwne pytanie: leżeliśmy już w łóżku, ja już prawie zasypiałem a nagle pańciu mówi do mnie : Berruś a obiecaj, że będziesz z nami jeszcze długo" - hm...no jak to? ja się nigdzie nie wybieram...zawsze w domku jestem, to oni często wyjeżdzają i nas zostawiają więc to pytanie to chyba nie do mnie
No ale co ...przecież nie będę się spierał...odpowiedziałem " pewnie, że tak" i pańciu się bardzo ucieszył, bo położyłem mu wtedy łapkę na jego rękę i Ludźki moje zrzumieli moje słowa
Każdy teraz dzień właściwie jest podobny, jest spokojnie , oprócz czasu gdy Peti dostaje jak pańcia mówi " małpiego rozumu"- wtedy młoda szaleje i mnie prowokuje do tego szaleństwa i wtedy pańciu woła "Psy - ADHD OFF" - hm...tego to ja za nic w świecie nie rozumiem, ale ton głosu pańcia jest taki, że wolę się uspokoić.
Ja się uspokajam...ale nie Peti..ona to wogóle dziwna troszkę, pańciostwo ją uspokaja, a dla niej to kolejny pretekst do zabawy i zaczyna szczekać na pańciostwo Oj prowokatorka jedna...ja nie pozwalam sobie na coś takiego...to dla mnie nie do pojęcia, żeby na moje pańciostwo szczekać
Wczoraj Peti miała maksymalną karę...założyła jej pańcia kaganiec-hańby Oj ja kagańca się strasznie boję...na szczęście ta hańba oststnio mnie omija.
Ale dlaczego Peti go dostała? dostaliśmy wczoraj kosteczki mniam mniam...i ja wiem, że czasami pańciostwo mi tą kosteczkę w trakcie jedzenia zabierają...ale oddają. Wczoraj Najmłodsza chciała przesunąć Peti, gdy jedliśmy te kostki i Peti na Najmłodszą warknęła!
Oj a to jest największe u nas w domu przestępstwo... nie wolno nam tego robić..ja o tym wiem, nie wiem jak Peti mogła to zrobić?
Jak mogła warknąć na naszą kochaną Najmłodszą? Tak się nie robi! Wtedy ja na Peti warknąłem...młoda chyba się zapomina...warczeć na moją Rodzinę?
Wtedy przyszła pańcia, położyła Peti na plecach i tak ją trzymała. Ale się działo...Peti walczyła jak jakaś głupia, a wiadomo, że jak pańcia położy na plecy to nic nie pomoże.
Pomóc może jedynie spokojne leżenie. Ja to wiem, bo parę razy na plecach wylądowałem Potem trzeba być potulnym i jest szybka zgoda z pańcią.
Ale nie Peti, ona wierzgała, nie chciała leżeć spokojnie, ale pańcia jak chwyci to nie puści. Mówię do Peti " młoda leż spokojnie, bo będzie kaganiec-hańby", ale ona jakaś głucha wczoraj była.
No i jak się skończyło? Ostrzegałem? pewnie, że skończyło się kagańcem-hańby
I pomogło? pomogło! zobaczcie na zdjęcie jaka potem potulna była
Uciekam z dziadkiem na spacer...do zaszczekania
_________________ Gosia
nie oddam Cię kochany...będę walczyć z tą chorobą!
Berry zajęty bardzo, bo jego kumpel dziadek ciągle go gdzieś zabiera, a gdy wraca to jest tak zmęczony to śpi
Poczytałam sobie, co on tutaj pisze o mnie więc muszę powiedzieć jak to wygląda od mojej strony...
Po pierwsze - ja wiem, że on z pańciostwem jest dłużej odemnie, ale ale jeśli pańciostwo mnie wybrało do domku to chyba też mnie lubią co?
A jak mnie wybrali? Berruś to jakieś dziwne rzeczy robił, ciągnął trawkę czy coś innego
Po co się tak męczyć? ja poprostu pańciowi łapkę podałam, mimo że pańcia na rączkach już miała moją siostrę I jak mu podałam łapkę to mnie chwycił i już nie puścił Ma się te sposoby
Po drugie- ja wcale takiem małym głuptasem nie jestem - to moje celowe działanie, bo jak się pies zachowuje jak głuptas, i troszkę rozrabia to pańciostwo są mniej źli potem Oj tam z tym kagańcem hańby to wcale nie było takie hańbiące, jak Berruś napisał Tak mi się jakoś ten wark na Najmłodszą wyrwał, ale przecież nigdy bym jej nic nie zrobiła
Uwielbiam się przytulać...nawet pańciostwo na mnie naklejka mówią, oj kocham ich bardzo, ale mimo tego co Berruś Wam piszę to najbardziej kocham jego
Berruś pokazuje mi jak mam się zachowywać, chociaż czasami przecież wiem lepiej co robić
A do tego jest super poduszeczką dla mnie, chociaż na początku to uciekał odemnie to chyba teraz już mnie też troszkę lubi
Wogóle fajnie jest mieć ludźkowatą rodzinkę, zwłaszcza gdy można spać na łóżeczku, dają jedzonko ( chociaż mało jak dla mnie ) i gdy można się do nich przytulać...
W jednym jednak Berruś jest lepszy odemnie, niestety...on jakoś wyczuwa szybciej odemnie kiedy oni są smutni i szybciej biegnie ich pocieszyć...ja jakoś jeszcze tego nie rozumiem...może dlatego, że dla mnie zabawa jest najważniejsza.
Jest jeszcze jeden plus bycia z Berrusiem, gdy Beruś robi coś dobrego i pańciostwo mu dziękują i dostaje kosteczkę to ja też dostaję
Właśnie się obudził i powiedział, że mam Wam powiedzieć, że on tu wróci tylko musi odpocząć...no dobra, ja tak nie potrafię opowiadać jak on, ale się staram...
No ale mam tylko 1,5 roczku a on to już dorosły jest...Też będę dorosła a wtedy pokażę jaka naprawdę jestem...
Teraz to troszkę muszę jeszcze poudawać głuptaska, ale niedługo pokażę mądrą hi hi Peti.
Uciekam bo w kuchni pańcia zaczyna kroić pięknie pachnące mięsko..
Jak on się z Wami żegna?
A już wiem...
Do zaszczekania
_________________ Gosia
nie oddam Cię kochany...będę walczyć z tą chorobą!
przepraszam /was, że musieliście wczoraj wyczytywać te dziwne rzeczy co pisała Peti
Wracam do Was...
Święta....
powiem Wam, że my psy nie bardzo rozumiemy co to słowo znaczy, co znaczy to wielki sprzątanie, wyjeżdzanie na zakupy i bieganie straszne, przeganianie psa, bo niby przeszkadza i inne dziwne rzeczy, które robicie
Jednak jedno rozumiem...są wszyscy w domku, których kocham, wszyscy są spokojni i uśmiechnięci...
Już teraz o tej porze w domku jest spokojnie, ślicznie w domku pachnie...oj jak pachnie...
Jako grzeczny piesek oczywiście pomagałem w kuchni a teraz po tym pomaganiu jestem objedzony jak bączek i mogę spokojnie sobie u Was pisać
Ale teraz tak spokojnie jet, a od rana pańcia i dwie babcie ( te które najwięcej dawały mi smakołyków) to od rana jakieś harce w kuchni wyprawiały. Oj co tam się działo..marcheweczki, ogóreczki, ciasteczka , mięska różne i inne cudowności.
Jak dla mnie kuchnia jest bardzo duża i wiele osób się zmieścić w takiej kuchni...zwłaszcza dwa takie grzeczne pieski jak ja i Peti.
Przecież ja wcale nie plątałem się między nogami, ani nie ukradłem ( to pańcia tak powiedziała ) takiego maluteńkiego ( oczywiście dla mnie malutki, bo pańcia powiedziała, że ogromny był) kawałeczka rybeńki
I niestety okres pomagania po tym maluteńkim kawałeczki rybeńki się skończył...zostaliśmy wyrzuceni z kuchni
Na szczęście mój kochany pańcio zrozumiał mój ból serduszka psiego zranionego przez pańcie i zabrał mnie, Peti, Najmłodszą i dziadka-kumpla mojego na spacer do lasu.
Jak to pańciu powiedział " lepiej babom zejść z oczu "
I poszliśmy....uch...jak cudownie było...biegaliśmy, Namłodsza rzucała nas śnieżkami (które pamiętam, że nie mogę jesć, bo wtedy w buzi otwiera mi się kranik), nawet pańciu szalał z nami.
Najfajniej było gdy zakopaliśmy Najmłoszą całą w śniegu to znaczy dziadek-kumpel mój i pańciu zakopali a potem nam kazali ją szukać.
A wiadomo, że jak się znajdzie to trzeba bardzo się cieszyć...a cieszymy się czym? No jakto czym...lizami ogromnymi
Potem mieliśmy małę zapasy z pańciem, bo poczułem takie cudowne znów zapachy, ale tym razem na smyczy byłem i niestety nie mogłem szukać co to tak pachnie.
Zapasy to znaczy /; ja ciągnę a pańciu próbuje mnie zatrzymać...hm...i nawet nie wiedziałem, że to taką radośćpańciowi przyniesie, bo po tych zapasach pańciu zadzwonił do pańci i powiedział jej " Kochanie wiesz, Berry mnie ciągnął a ja już nawet zadyszki nie mam".
Hm...no dobra, co to zadyszka to ja nie rozumiem, ale jak się cieszyli no to chyba najważniejsze
Wróciliśmy do domku...ale gdy wracaliśmy to przy domku poczułem zapach taki wiecie...najpiękniejszy na świecie...zapach podobny do kiełbaski...
Wiem i czuje, że to coś to napewno musi być gdzieś obok domku...Peti też to poczuła i zaczeliśmy szukać...ojej ile było szukania...co już już czuliśmy, że się zbliżamy do tego cudownego czegoś...to nam znikało.
Nagle patrzę a w altance obok takiego dziwnego drewnianego małego domku, gdzie wczoraj Najmłodsza jakieś dziwne okruchy wsypywała, wisi na sznureczku to pięknie pachnące coś.
Peti skoczyła i nic za mała...za nisko...ja wziąłem rozbieg i hop...i jest moje...na tp nagle pańcia wybiegła z domu i krzyczy: Berry fuj , zostaw!"
Ja myślę, jakie fuj , przecież to coś jest bardzo smaczne i cudownie pachnie, bo już zdążyłem troszeczkę połknąć
Ale pańcia krzyczy:" Berry łobuzie zostaw ..to dla sikorek"
Dla jakich sikorek?? Co to sikorka to ja wogóle nie wiem, a wogóle jak pańcia mogła chcieć dawać takie pyszności jakimś sikorkom a swoim kochanym pieskom to nic takiego nie daje
Nie wiem dlaczego wszyscy w domu się śmiali, a pańcia wzieła następny taki kawałek tego pysznego i poszła zawiesić jeszcze raz....ale zawiesiła już bardzo bardzo wysoko i już nie podskoczę...niedobra pańcia
No ale dziś w domu wołają na mnie "sikorka"- i ja nie wiem czy mam się obrazić czy nie
Ale z drugiej strony to mogę być i sikorką, jeśli pańcia będzie mnie dawała te myszne, cudowne coś
Do zaszczekania jutro moi kochani Ludzikowie
_________________ Gosia
nie oddam Cię kochany...będę walczyć z tą chorobą!
Kochany Berrusiu!
Niech te Święta będą dla Was pieseczków i dla Waszego Pańciostwa Świętami radości, miłości i wiary w dobre jutro.
Bardzo proszę o serdeczne liźnięcie dla wszystkich Pańciostwa w moim imieniu!
Dziękuję za dotychczasowe wpisy i koniecznie proszę więcej!
I gratulacje dla Pana,że tak dzielnie się trzyma
_________________ Człowiek potyka się o kretowiska, nie o góry.
Nie było mnie , prawda? Tęskniliście? bo ja bardzo...ale cóż kiedy pańcia nie miała czasu, a jak ona nie ma czasu to niby ja też
Ale od początku, bo mam Wam wiele do opowiedzenia...
Najwazniejsze...dostałem prezenty Pańcia przyniosła pod to coś co nazywają choinką i na co nogi nie można podnosić, mnóstwo paczuszek...niektóre paczuszki wogóle nie pachniały ale niektóre pachniały że ojejku I miałem troszkę problem, bo musiałem wybrać, albo stać przy tych pachnących paczuszkach albo stać przy stole na którym było też mnóstwo pachnących rzeczy
Więc biegałem od stołu do choinki...męcząca ta wigilia była W końcu wreszcie Najmłodsza zaczęła rozdawać prezenty i dostałem tą najbardziej pachnącą paczkę.
A w niej była: nowa miska a w misce i kosteczki i piłeczki i smaczki cudowne i wszystko dla mnie A najlepsze było, że mogłem sobie wybrać co chciałem więc zaszalałem i zjadłem prawie wszystko
Jak można nie zjeść wszystkiego jak wszystko tak pachnie i smaczne, a że potem pańciostwo wyrzuciło mnie z pokoju to ja nie rozumiem Że niby nieładnie pachniało? No jak mogło nieładnie pachnieć jak jadłem takie pachnące smakołyki
W tą wigilię to jednak nie było najważniejsze...bo? Bo w wigilię to ja potrafię mówić po ludźkowemu...ale się szykowałem...Od rana układałem sobie w głowie, co powiem w końcu mojemu pańciostwu.
Tak sobie wymyśliłem:
- pańciowi powiem, że bardzo go kocham i bardzo bym chciał, żeby on już nie pachniał nigdy tą "chemią"
- pańci powiem, że czasami mnie wkurza, bo niepotrzebnie denerwuje się na mnie, a ja przecież nigdy nic złego nie robię no ale ją też kocham
- Najmłodszej powiem, żeby więcej się ze mną bawiła i że ją kocham bardzo ( bo ona często mówi, że ja to chyba kocham tylko pańcia i pańcię - a to przecież nieprawda)
Oj jak ja się z tego cieszyłem...nie dość że dostałem prezenty, jestem najedzony to cały rok czekam, żeby sobie z nimi normalnie porozmawiać.
Najgorsze jednak jest to, że trzeba czekać bardzo długo, bo aż do 12 w nocy..ale czekałem...a strasznie jest czekać, gdy pies jest najedzony, wybawiony, wtedy się strasznie spać chce.
Ale czekam....czekam..oczy mi się zamykają, ale twardy byłem i czekam...
Leżeliśmy sobie wszyscy w łóżeczku...i wreszcie poczułem , że już mogę mówić po ludźkowemu...
Podszedłem do pańcia i już mam mu to wszystko powiedzieć...patrzę a On śpi No nie...ja się tak naczekałem a on śpi! Pańcia...ona też spała
Nie no...to straszne..może jednak Najmłodsza jeszcze nie śpi, ale nie. Spała.
No i co? jak ja mam im to wszystko powiedzieć...przecież mieliśmy sobie porozmawiać, chociaż raz w roku mogliśmy pogadać jak równy z równym
No cóż...podszedłem cichutko do nich i cichutko po kolei, powiedziałem im wszystko co chciałem do ucha.
Peti musiałem jeszcze uciszyć, bo ona to krzyczeć i budzić ich chciała....ale w końcu zrobiła to co ja...też do ucha im powiedziała co chciała ( potem mi powiedziała, że poprosiła pańciostwo o więcej jedzonka- żarłok )
Rano, gdy się obudziliśmy, pańciostwo bardzo mnie przytulali i głaskali...więc chyba jednak coś tam usłyszeli...jestem nawet pewien, że usłyszeli, bo pańcia do Peti powiedziała " A Ty Peti nie licz na więcej jedzonka, żarłoku"
Więc jednak to prawda....raz w roku możemy porozmawiać z pańciostwem, mimo że oni najczęsciej wtedy śpią...ale najważniejsze, że coś tam rozumieją...
Obiecuje Wam Ludźkowie, że na tak długo Was już nie opuszczę...bo poprosiłem pańcię ( do uszka) żeby pamiętała, żę ja chcę u Was pisać
Do zaszczekania
_________________ Gosia
nie oddam Cię kochany...będę walczyć z tą chorobą!
Hau dzisiaj...właściwie mam szczęście, że jestem dziś u Was, bo mam "szlaban"
Ja wiem, że tak pańciostwo mówi czasami do Najmłodszej o tym szlabanie, ale dziś było to do mnie i Peti Na szczęście nie mam szlabanu na komputer i to mnie różni od Najmłodszej
No ale...zdjęcie nie pasuje do pogody na dworze, ale jak to pańcia dziś powiedziała : " totalnie nam się poprzewracało w głowach " i inne rzeczy mówiła, które wogóle się nie nadają, żeby tutaj je napisać
Już opowiadam:
Rano pańciostwo pojechało na tą "chemię" i przy wyjściu pańcia powiedziała do mojego kumpla-dziadka, że nie wolno nas puszczać razem na ogród...jak zwykle ta nasza pańcia przesadza, bo my przecież grzeczne pieski jesteśmy
no i tak było..chodziliśmy na spacerki oddzielnie, ale po południu babcia powiedziała, że jesteśmy tacy grzeczni, że właściwie, to nic się nie stanie gdy pójdziemy razem...
Oj gdyby wiedziała co będzie dalej...i żeby wiedziała, że pańcia wróci wtedy do domku
Na tym zdjęciu widzicie nas z Peti w takim jeziorku, które mamy na ogródku i mamy taki układ z pańciostwem, że gdy jest lato to czasami możemy się w nim wykąpać.
Nikt nam nie powiedział, że to tylko wtedy gdy jest lato, a wogóle to teraz tego jeziorka nie widać, bo śnieg leży.
Więc szaleństwo z Peti na sniegu i biegamy, gonimy się i znów biegamy...i nie wiem jak to się stało ale nagle znależliśmy się na jeziorku...
To znaczy wcale nie widzieliśmy, że jesteśmy na jeziorku, bo wszędzie jest tak samo biało z jedną małą różnicą...wszędzie jest twardo i jest tylko śnieg, a tam był śnieg, potem zrobiło się mało śniegu a potem nagle było mokro...
Troszeczkę się nieprzyjemnie zrobiło, bo wpadliśmy do tej wody...i trudno nam było wyjść, bo strasznie ślisko było...zacząłem szczekać, żeby mnie ktoś usłyszał, bo Peti już stała taka mokra cała i trzęsła się strasznie.
I na to nagle zjawiła się pańcia gdyby to był dziadek to by nie było potem takiej afery, ale że my mamy pecha to akurat pańcia musiała z pańciem wrócić
Ale się głośno zrobiło...pańcia jak stała wskoczyła do tej wody...pierwszą wyciągnęła Peti ( ja pomagałem, bo Peti coś dziwna była i się nie chciała ruszać), przybiegł dziadek z babcią z kocem i zabrali Peti do domku...
Ze mną pańcia miała mały problem, bo ja duży jestem, ale wiedziałem, że muszę jej pomóc więc mimo, że ślisko było jakoś się wydrapałem z tej wody i szybko pobiegliśmy do domku...
Pańciu czekał z ręcznikiem, pańcia gdzieś pobiegła i długo jej nie było słyszałem tylko że woda leciała w łazience ( jakby jej mało wody było, jeszcze do wanny poszła? dziwne )
Leżeliśmy już spokojnie zawinięci w ręczniki przy kominku...pańciu troszeczkę się gniewał na nas, ale że był po tej chemii to nie bardzo się gniewał....
Ale wróciła pańcia i wiecie co?! dostaliśmy w tyłki lanie
Normalnie nie mogłem uwierzyć...pańcia podeszła i dostaliśmy po tyłku
No i potem ona bardziej się gniewała na nas, nie tylko na nas, ale dziadkowie też mieli rozmowę...ja nie wiem..przecież nic się nie stało...a mało to razy mokrzy byliśmy?
No więc mam szlaban...mam szlaban na kosteczki aż dwa dni
Trzeba było coś zrobić, żeby na jeziorku śniegu nie było to byśmy wiedzieli, że tam jeziorko jest...że jak niby psami jesteśmy to mamy wszystko tak od razu wiedzieć...
My się też obraziliśmy i nie śpimy dziś z pańcią...a niech sobie nie myśli, że ona może tylko szlaban dawać. My dajemy jej szlaban na spanie z nami
No to idę spać do pańcia...tzn. z drugiej strony łóżka..ciekawe jak się zmieścimy ale jak szlaban to szlaban
No to do zaszczekania...jutro już do jeziorka nie wpadniemy...chyba
_________________ Gosia
nie oddam Cię kochany...będę walczyć z tą chorobą!
byłem dzisiaj na spacerku z pańciostwem moim ( tylko ja i oni) i słuchałem z wielkim zainteresowaniem ich rozmowy.
No słuchałem , chociaż czasami rozmowa stawała się zupełnie mało interesująca w stosunku do interesujących kolegów i koleżanek psich, które spotykałem
Mam pewien problem, dlatego, że gdy kogoś takiego spotykam to wyłącza mi się myslenie- jak to określają moi ludźkowie. Ja tam nie bardzo zgadzam się z tym stwierdzeniem- przecież ja myślę wtedy, i co z tego, że myslę wtedy tylko o tym jak:
- zaczepić koleżankę
lub
- zastosować cios boksera u kolegi
Ale wracając do rozmowy:
Moje pańciostwo rozmawiali o tym, że rok się kończy...hm..zupełnie nie rozumiem o co chodzi, ale zrozumiałem, że bardzo się cieszyli, że on się kończy.
Jeśli oni się cieszą to ja również, chociaż co to jest ten rok to ja nie bardzo wiem.
Może chodzi o to, że był niefajny dla mnie czas dla mnie, gdy miałem kary i szlabany?
Może o to, że zabrali Peti do tego pana co zagląda pod ogon i zabrał mi ten pan ten cudowny zapach Peti?
A może o tym, że pańciostwo często wyjeżdzali i strasznie tęskniłem za nimi?
Ale chyba najbardziej chodziło o tym, że pańciu często na tą chemię jeździł i przestał chodzić ze mną na spacerki?
Ale przecież już ze mną chodzi więc chyba już ten rok lepszy jest troszkę?
A przy okazji to ten nasz wybryk - jak to mówi pańcia, w jeziorku, nie skończył się tak bardzo bezboleśnie dla nas ( oprócz tego klapsa ) wczoraj zawieźli nas do tego pana i włożył mi znowu to coś pod ogon
Na szczęśćie tylko u mnie na tym się skończyło, gorzej miała jak zwykle Peti bo ten pan ukłuł ją w szyję czymś dziwnym i płakała
Już nigdy nie wejdę do jeziorka Po co oni to jeziorko zrobili? wiedzieli przecież, że lubimy kąpać się i pewnie zrobili to specjalnie, żeby nas potem do tego pana wozić
Znów mamy spokojne dni...pańcia mówi, że to cudowny czas, ale ja w tym nic cudownego nie widzę.
Dlaczego? bo wtedy Peti się strasznie nudzi i wymyśla dziwne rzeczy, za które potem obrywamy oboje.
Jestem z pańciostwem moim już tyle lat, a oni nadal nie rozumieją, że wszystkie czyny , których nie lubią to wyczyn Peti a nie mój
Nudno...może w tym nowym roku o którym mówili będzie coś się działo?
W takim razie do zaszczekania w tym nowym roku...bo pewnie będzie ciekawszy
_________________ Gosia
nie oddam Cię kochany...będę walczyć z tą chorobą!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum