maka1982,
Powiedzcie sami ludzie lataja w kosmos, a nie mogom wynaleść leku na raka.
;((((((((((((((((((
wtedy koncerny farmaceutyczne, wielkie fabryki labolatoria pewnie nie miałyby pracy ...a tak "interes" kwitnie ;((((((((((((((((((
to tylko taka moja wizje bo masz racje ....nowe planety odkrywamy oddalone miliony lat świetlnych a nie umiemy pomóc tym, którzy są tak blisko....blisko serc.... ;((((((
Bo ten rak, to taki badziew, że gorszy niż ufoludki na planecie odległej o milin lat świetlnych .
Teraz choroby, które się leczy z dużym powodzeniem (jak np. zapalenie płuc, czy gruźlica) też bardzo dużo czasu upłynęło za nim ludzie wynaleźli na nie lekarstwa.
_________________ Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, gdy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno.
Choroba moim nauczycielem, nie panem.
Bo ten rak, to taki badziew, że gorszy niż ufoludki na planecie odległej o milin lat świetlnych .
Teraz choroby, które się leczy z dużym powodzeniem (jak np. zapalenie płuc, czy gruźlica) też bardzo dużo czasu upłynęło za nim ludzie wynaleźli na nie lekarstwa.
pocieszyłaś może moje wnuki będą robiły oczy na wieść o tym, że babcia im umarła na raka, tak jak ja się dziwię, że w młodości mojego dziadka ludzie całymi domami umierali na tyfus
(pragnę dodać, że ja nie mam raka, ale moja mama ma, brat[*] miał, więc jestem obciążona genetycznie)
ja to ciagle myśle o tym że gdybym miała złota rybkę, spełniającą życzenia to miałabym jedno życzenie: cofnęła bym czas do momentu kiedy mój brat miał 15 lat i zabrałabym go na peta do wawy,
może skoro ludzie latają w kosmos, to kiedyś będa tez cofac czas??
_________________ "Czasem odchodzą nasze anioły,
I nagle w miejscu staje czas,
A z nimi cząstka nas odchodzi
I wielki smutek marszczy twarz."
JustynaS1975,
Tylko rak juz istniał wtedy kiedy był już te choroby,były nawet wtedy jeszcze nieuleczalne,a teraz tak rak istnał wtedy i był nieuleczalny i istnieja teraz i terz jest w małym stopniu uleczalny
[ Dodano: 2011-12-20, 13:28 ]
sorki za błedy ,ale dzisiaj nie wiem co robie aż sama się sobie dziwię
[ Dodano: 2011-12-20, 13:31 ] maka1982,
maka1982 napisał/a:
może skoro ludzie latają w kosmos, to kiedyś będa tez cofac czas??
JustynaS1975,
Tylko rak juz istniał wtedy kiedy był już te choroby,były nawet wtedy jeszcze nieuleczalne,a teraz tak rak istnał wtedy i był nieuleczalny i istnieja teraz i terz jest w małym stopniu uleczalny
[ Dodano: 2011-12-20, 13:28 ]
sorki za błedy ,ale dzisiaj nie wiem co robie aż sama się sobie dziwię
istniał owszem, ale nie był taka plaga, my mieszkamy blisko granicy wsch więc nas morduje czarnobyl, a wszystkich eternit itp, sto lat temu tego nie było....
_________________ "Czasem odchodzą nasze anioły,
I nagle w miejscu staje czas,
A z nimi cząstka nas odchodzi
I wielki smutek marszczy twarz."
maka1982,
Wydaje mi sie ze był tylko nie wiedzieliśmy o tym nie było takiej diagnostyki poprostu ludzie umierali na płuca i tyle lub na zołądek i nikt nie wiedział dlaczego a on tam sobie cichutko czakał ten paskudny rak
[ Dodano: 2011-12-20, 13:40 ] maka1982,
Wiem co przezywasz mój dzadek od strony mamy zmarł na raka ,mój Tata chorował na raka udałao mu się go poknać .9 lat temu miał wznowe wcieli dali chemie i pomogło , udało się zaliczony jest jako wyleczony ,niestety młodszy brat Taty nie żyje rak go pokonał. Ja też jestem obciążona genetycznie ,ale z tak zwanego rodowody nie mam mutacj genu. Mi się udaje już 9 lat
maka1982,
Wydaje mi sie ze był tylko nie wiedzieliśmy o tym nie było takiej diagnostyki poprostu ludzie umierali na płuca i tyle lub na zołądek i nikt nie wiedział dlaczego a on tam sobie cichutko czakał ten paskudny rak
[ Dodano: 2011-12-20, 13:40 ] maka1982,
Wiem co przezywasz mój dzadek od strony mamy zmarł na raka ,mój Tata chorował na raka udałao mu się go poknać .9 lat temu miał wznowe wcieli dali chemie i pomogło , udało się zaliczony jest jako wyleczony ,niestety młodszy brat Taty nie żyje rak go pokonał. Ja też jestem obciążona genetycznie ,ale z tak zwanego rodowody nie mam mutacj genu. Mi się udaje już 9 lat
właściwie tak, kto tam słyszał 100 lat temu o mięsaku Ewinga, ale myśle, że środowisko w jakim teraz żyjemy sprzyja rozwojowi tego paskudztwa , pozdrawiam i lecę po moje dzieciaczki
_________________ "Czasem odchodzą nasze anioły,
I nagle w miejscu staje czas,
A z nimi cząstka nas odchodzi
I wielki smutek marszczy twarz."
maka1982, przepraszam jeśli Cię uraziłam. Nie miej do mnie pretensji, że nie ma lekarstwa na raka.
Ja mam nowotwór złośliwy i też wolałabym, aby było lekarstwo, które można połknąć jak aspirynę i nie będzie miało takich skutków ubocznych jak obecna chemia i będzie dawało większą pewność na wyleczenie. Ale na razie nie ma... , coś jest, ale wszystko obarczone dużą niepewnością.
Wiem, że rak istniał od dawna. Już nawet boję się pisać jak było dawniej, bo znów dostanę po głowie. Ale tak naprawdę od niedawna nauka ma takie duże możliwości. Czy kiedyś będzie takie lekarstwo na raka, to na pewno we wróżkę nie będę się bawić.
A na razie też czuję się jak królik doświadczalny.
maka1982 napisał/a:
może moje wnuki będą robiły oczy na wieść o tym, że babcia im umarła na raka, tak jak ja się dziwię, że w młodości mojego dziadka ludzie całymi domami umierali na tyfus
Ja tam się nie dziwię temu, że ludzie kiedyś umierali na tyfus , ale to, że moja babcia chorowała na tyfus i przeżyła to się dziwię . Wielu rzeczom o wiele bardziej się dziwię.
I oby tak było, że Twoje wnuki będą się dziwiły, że dwa pokolenia wcześniej ludzie umierali na raka.
Co do cofania w czasie to nie wiem, czy kiedyś to będzie możliwe.
I w tym wątku żałobnym kończę te wywody.
_________________ Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, gdy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno.
Choroba moim nauczycielem, nie panem.
JustynaS1975,
Tylko rak juz istniał wtedy kiedy był już te choroby,były nawet wtedy jeszcze nieuleczalne,a teraz tak rak istnał wtedy i był nieuleczalny i istnieja teraz i terz jest w małym stopniu uleczalny
chroba istniała od zawsze , tak mysle tylko nie było opracowanych badan żeby go wykryć nie było tez standartow leczenia nie znano czegos takiego jak RTG nie mowiąc juz o tomografi czy PET,
wtedy człowiek nie mial zadnych szans umierał , i nikt sie jakos nmie dziwił przyjmowano ze tak musi być
nie kazdy rak jest wyrokiem w niektorych rodzajach nowotworów staje się chorobą przewlekłą , zyje się wiele wiele lat
maka1982 napisał/a:
ale myśle, że środowisko w jakim teraz żyjemy sprzyja rozwojowi tego paskudztwa ,
owszem srodowisko takze ma tu wpływ ale tez wydłużanie się zycia powoduje ze rak ma większe szanse na to by sie rozwinąć
_________________ Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie trać nigdy światła nadziei.
środowisko, czasy w których zyjemy ma moim zdaniem olbrzymi wpływ. Cała chemią, którą mamy w jedzeniu (glutaminiany i inne E- .....), spryskiwanie warzyw, owoców, antybiotyki, leki hormonalne (które z moczem trafiają do wody), fabryki, samochody - czyli spaliny ... sami się trujemy. Wirusy, bakterie mutują. Jedzenie na szybko i maksymalnie przetworzonych rzeczy, stres, ciągły pośpiech a do tego brak ruchu...
... aż strach pisać.
Chorujemu inaczej niż nasi przodkowie ale i żyjemy zupełnie inaczej.
Chorujemu inaczej niż nasi przodkowie ale i żyjemy zupełnie inaczej.
bardzo trafne stwierdzenie
moj dziadek zmarł na raka
moja babcia tez miala raka ale jej sie udalo
Tatus tez zmarł na raka
wiec tez sie boje tego obciazenia
a teraz za uchem mam mały guzek i nie wiem co to
juz dostalam skierowanie do chirurga onkologa od rodzinnej
to jest jakas masakra ile osob teraz choruje :(
ile nas opuszcza :(
moj kolega ma raka watroby
nie mozna go usunąć ani przeszczepic watroby :(
jak go otworzyli to sie okazało z ecala watroba jest zajeta czego nie bylo widac na rezonansie
przeraza mnie to wszystko
jak zycie jest kruche jak trzeba sie cieszyc kazdym dniem...
Bardzo mi ciężko, mam do siebie żal,że nie wykorzystałam czasu jaki mieliśmy od diagnozy taty,ze nie zdążyłam mu wszystkiego powiedzieć, bo miał dobre wyniki, wiec myślałam,że to jeszcze nie ten czas....
Dziś była msza za tatę i znów wszystko wróciło ze zdwojoną siłą.
Dziś też miałam służbowy kontakt z psychiatrą dziecięcą,do której jeżdżę ze swoimi wychowankami i którą znam od wielu lat.....zapytałam jej się o afobam.Powiedziała,ze dobrze,ze zaczęłam brać pól tabletki,a najlepiej zrobię jeśli po świętach go zupełnie odstawię.Usłyszałam,że trzeba przeżyć żałobę, bo inaczej są później konsekwencje dla naszej psychiki,że nic nie należy przyspieszać.....
Bardzo mi ciężko, mam do siebie żal,że nie wykorzystałam czasu jaki mieliśmy od diagnozy taty,ze nie zdążyłam mu wszystkiego powiedzieć, bo miał dobre wyniki, wiec myślałam,że to jeszcze nie ten czas....
moja Mama trafiła do szpitala z powodu spadku białych krwinek. Tylko tyle. Mysleliśmy, że dostanie czynniki wzrosu i wróci do domu, do nas. Na trzeci dzień pobytu Mama zmarła. Nikt się nie spodziewał.
Drugiego dnia kiedy wracałam ze szpitala od Mamy, gdzie widziałam Ją taką słabiutką, powiedziałam siostrze, że lepiej dla Mamy byłoby gdyby już z tego nie wyszła. Widziałam jak Mama bała się szpitala, bała się być na łasce lekarzy (niestety w Radomiu nie miałysmy dobrych doświadczeń). Powiedziałam te słowa ale tak naprawdę sama w to nie wierzyłam. Tak bardzo chciałam żeby żyła.
Mama zmarła na agranulocytozę. DSS wytłumaczyła mi, że prawdopodobnie był to wynik przerzutu do krwi. Nie było mozliwości żeby WBC sie poprawiło.
Dzis myslę, że to lepiej. Dobrze, że nie musiała cierpieć jak niejeden chory na tym forum. Oddałabym każdy dzień spędzony z moją Mamą za choćby chwilę bez cierpienia dla Niej. To jest dla mnie najważniejsze.
Pisałam już o tym że mój brat odszedł ponad rok temu przed moją mamą której niema już z nami od miesiąca,ciężko mi tak jak i innym za rodzicem,ale wiecie co już mniej płaczę,i sama nie wiem czy to dlatego że tak dużo już straciłam w ostatnim czasie ,czy dlatego jak dużo śmierci się naoglądałam,płakałam po mamie,płakałam po moim braciszku,nawet bardziej bo w sobotę z nim rozmawiałam,a w niedzielę on SAM odszedł od nas,nie chciał więcej żyć,porostu chciał w końcu odpocząć, moja mama zachorowała i po 1,5 miesiąca od początku wykrycia choroby odeszła chociaż Bardzo chciała żyć,myślę tak sobie moja mama miała 60 lat i jeszcze chciała żyć a mój brat 37 i już nie chciał,a życie jest tak kruche i tak bardzo łatwo je stracić i czasem jestem zła na brata bo nikt nie powinie odbierać życia nawet sobie samemu
,dopóki się kogoś bardzo bliskiego nie straci to nawet nie wie się jak bardzo się kocha,jak bardzo będzie brakowało,teskniło,i nigdy nie przestanie Boleć,tylko mniej jest łez
_________________ Czekam z nadzieją ,że kiedyś się spotkamy:)
zgadzam się w 100%. Ja też mniej płaczę ale czy jest mi lepiej. Sama nie wiem. Trochę może łatwiej się z tym wszystkim "pogodzić" ale wciąż bardzo tęsknię za moja Mamą. Tak bardzo chciałabym jeszcze raz Jej dotknąć, przytulić.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum