DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Wypalenie opiekuna
Autor Wiadomość
Majuna 



Dołączyła: 09 Sie 2014
Posty: 102
Pomogła: 5 razy

 #1  Wysłany: 2017-09-12, 18:34  Wypalenie opiekuna


Mam już jeden wątek dotyczący choroby męża.
Nie wiem czy to dobre miejsce aby poruszyć temat jak wyżej.
Mąż choruje od 2 lat. Od rozpoznania przyjmował chemię paliatywna.
Od kwietnia br. stan stale się.pogarsza. Pozostaje w domu pod opieką hospicjum domowego.
Opieką zajmuje się właściwie sama. Nie mam stałego wsparcia. Jestem wyczerpana fizycznie i psychicznie. Rodzina i znajomi wpadają i odchodzą. Ja pozostaje ze wszystkim sama.
Mamy dwóch synów.
Nie śpię.
Sama mam za sobą dwa nowotwory, które dzięki mojej przesadnej czujności pokonała
Jestem wyczerpana i nie wiem co dalej.
_________________
http://www.forum-onkologi...t976.htm#217751
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 8836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1562 razy


 #2  Wysłany: 2017-09-12, 20:18  


Majuna,
Trudno cokolwiek radzić jak kochamy to się opiekujemy, taka rola żony/męża/dzieci ale oprócz rola to i po części obowiązek, oczywiście miłość, troska, współczucie i masa innych przyczyn. Wszyscy tutaj opiekowali się bądź opiekują kimś bliskim kto choruje, kto umiera i podejrzewam, że większość z nas podczas trwania choroby odczuwa wypalenie, okrutne zmęczenie zarówno fizyczne jak i psychiczne.

Ja kochana też się opiekowałam sama teściową, mąż całymi dniami w pracy, moja teściowa miała rozsianego raka i wylew raz po razie więc dostałam Ją ze szpitala leżącą, bez kontaktu, wszystko musiałam robić sama, wszystkiego się domyślać bo nie mówiła, nosić do mycia, przebierać. Byłam wyczerpana jak i Ty, jak przychodził lekarz/pielęgniarka z hospicjum to nie nad mamą się litowali ale nade mną bo byłam chudsza i gorzej wyglądałam od mojej chorej mamy. Piszę Ci o tym nie po to, żeby pokazać jak ja cierpiałam tylko po to żebyś wiedziała, że wszyscy przechodzimy to samo, tylko mało tutaj piszemy o naszych emocjach, o naszym cierpieniu bo ono wobec osoby śmiertelnie chorej staje się niczym, nasze noce nieprzespane, nasze nerwy, nasze łzy, nasze siedzenie i niewychodzenie z domu i masa innych naszych tragedii czym jest wobec śmierci.
Może nie mam racji, może nie powinniśmy tego tak emocjonalnie przeżywać i podchodzić bardziej praktycznie ale to jest zależne od tego jaki mamy charakter, jaką psychikę. Na pewno też nie powinniśmy zapominać w tym nieszczęściu o sobie, jak mamy możliwość musimy prosić bliskich o pomoc, mamy prawo jej wymagać. Masz synów, powinni Ci pomóc w opiece, dać Ci chwilami odetchnąć innym światem i powietrzem, proś o tą pomoc, daj sobie pomóc jak tą pomoc ktoś oferuje.

Majuna, powiedz, kto się zaopiekuje naszymi chorymi jak nie my żona/mąż/dzieci. Pewnie można scedować to na hospicjum stacjonarne ale czy tego chcesz, czy mąż tam chce iść?, trzeba wszystko rozważać.
My najprawdopodobniej będziemy żyć dalej a ten nasz chory ma już swój wyznaczony czas, ja wiedząc to nie mam sumienia żeby narzekać nawet jak padam, nie mam sumienia czegoś nie zrobić czy czegoś nie spełnić.
Oczywiście można się ze mną nie zgadzać, każdy z nas jest inny, każdy ma inną sytuację życiową, każdy inną psychikę i każdego postępowanie jakie by nie było jest jego postępowaniem czy dobrym czy złym nikt nie ma prawa tego oceniać.

Bardzo Ci współczuję bo przechodziłam to nie raz i znam dokładnie ten ból, który towarzyszy opiekunom.
 
Majuna 



Dołączyła: 09 Sie 2014
Posty: 102
Pomogła: 5 razy

 #3  Wysłany: 2017-09-12, 22:13  


Dziękuję. Ja nie wypierają się tego ze nie chce już opiekować się mężem. Chwilami po prostu podglądam na siłach fizycznych i psychicznych.
Synowie mają swoje życie. Obydwaj pracują i uczą się.
Ja jestem w domu a więc to dla mnie oczywiste, że opiekuje się mężem.
Moja koleżanka, którą pracuje na Ursynowie w instytucie, zwróciła mi uwagę, że takie obciążenie fizyczne i psychiczne przy moim niedawnym procesie chorobowym może mieć dla mnie konsekwencje w postaci kolejnej wymowy.
To mnie przerazilo.
Chciałam jedynie wypisać się i wylać mój ból i obawy.
Jestem ponoć osoba nadwrażliwa i od dawna zmagań się z nawracajcie depresja stale na lekach.
Mam kryzys stąd ten wpis.
Kogo wyraziłam w jakikolwiek sposób bardzo przepraszam.
_________________
http://www.forum-onkologi...t976.htm#217751
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 8836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1562 razy


 #4  Wysłany: 2017-09-12, 22:28  


Majuna,
Ja absolutnie nie odebrałam Twojego posta jako
Majuna napisał/a:
Ja nie wypierają się tego ze nie chce już opiekować się mężem.

Mój wpis nie miał nic z prawieniem Ci morałów, czy czymkolwiek innym, miał być tylko przykładem, że każdy z nas ma takie same stany jak Ty, że rozumiemy Cię doskonale, wszyscy jedziemy na tym samym wózku, niestety :-(

Majuna napisał/a:
Moja koleżanka, którą pracuje na Ursynowie w instytucie, zwróciła mi uwagę, że takie obciążenie fizyczne i psychiczne przy moim niedawnym procesie chorobowym może mieć dla mnie konsekwencje w postaci kolejnej wymowy.

Kochanie, koleżanka ma rację bo psychika bardzo wpływa na cały organizm, "zabija" nas od środka, mamy wszystko napięte, boli nas każda cząstka ciała, dochodzi nerwica/depresja a to niestety powoduje, że mogą się przyplątać w końcu jakieś choroby. Mi po moich stresach siadło serce więc może się zdarzyć wszystko i dlatego w tym całym nieszczęściu musimy pamiętać i o sobie co napisałam w pierwszym poście, musimy pozwolić sobie pomóc jak ktoś tą pomoc oferuje.
Majuna napisał/a:
Chciałam jedynie wypisać się i wylać mój ból i obawy.

Majuna napisał/a:
Mam kryzys stąd ten wpis.

I tak Twój post odebrałam.
Majuna napisał/a:
Kogo wyraziłam w jakikolwiek sposób bardzo przepraszam.

Nikogo nie uraziłaś bo niby czym swoim ogromnym bólem i cierpieniem, kochana Majuna, my Cię doskonale rozumiemy.

Trzymaj się dziewczyno, niestety nie obiecam Ci, że będzie lepiej bo nie będzie i Ty to wiesz.
Mocno przytulam i życzę Ci dużo sił i tych fizycznych i tych psychicznych.
 
karalajna 


Dołączyła: 20 Sie 2016
Posty: 109
Skąd: Łódź
Pomogła: 9 razy

 #5  Wysłany: 2017-09-16, 15:46  


A jaką macie sytuację finansową i czy mieszkacie w większym mieście? Może by poszukać jakiejś opiekunki, która przyjedzie na kilka godzin i pomoże w obowiązkach. Osoby z ciężką sytuacją finansową mogą skorzystać z opiekunek z PCK. Przynajmniej obciążenie fizyczne będziesz miała mniejsze. Moim zdaniem fakt, że synowie mają swoje życie, nie jest usprawiedliwieniem. Opiekowałam się moją babcią na zmianę z mamą, kiedy byłam jeszcze w liceum!!! Po szkole przychodziłam i myłam babcię, która załatwiała się ,,pod siebie", a następnie ją karmiłam. Dopiero potem po pracy przychodziła mama. Dzięki temu nauczyłam się opiekować mamą, kiedy zachorowała. Musisz nauczyć synów pomagania w opiece nad ojcem, BO INACZEJ NIE BĘDZIESZ MOGŁA LICZYĆ SIĘ NA ICH WSPARCIE, KIEDY TY BĘDZIESZ TEGO POTRZEBOWAŁA. Moja mama też nauczyła brata, że jest ,,świętą krową" i że to tylko dziewczynki mają obowiązki i kiedy umierała, to nawet nie chciał się pofatygować do szpitala. Bardzo przeżywała przed śmiercią, że tak go wychowała. Usiądź z synami i ustalcie grafik opieki, powiedz, że już nie jesteś w stanie robić tego sama i że możesz też od tego ciężko zachorować.
_________________
Mamuś- rak przewodów żółciowych, trzy tygodnie walki od diagnozy
Mamuś- kocham Cię
 
nikka 


Dołączyła: 02 Wrz 2010
Posty: 87
Pomogła: 12 razy

 #6  Wysłany: 2017-09-28, 21:35  


Pogadaj z synami... Powiedz że są momenty kiedy nie dajesz rady... Mam nadzieję że zechcą ci pomóc. Ja próbowałam zaangażować córkę w opiekę nad mamą ale po tygodniu odpadła... A wtedy jeszczenie było ciężko... była "tylko" po chemii i zaczynało sie zapalenie płuc. Okazało się że z resztą życia mamy musiałam zmierzyć się sama :( do pomocy miałam sasiadkę i brata mamy... Jednocześnie musiałam pracować i prowadziłam swój własny dom... Nie dałam rady mama trafiła do hospicjum stacjonarnego... Miała tam świetną opiekę i dobre warunki. Staraliśmy sie być przy niej ile się dało. Pewnego dnia gdy syn wiózł mnie do mamy bo dostaliśmy telefon żeby przyjechac natychmiast ( blisko ok.10km) powiedziałam mu ze gdzyby kiedyś coś to też chcę tam trafić...
 
jaena 


Dołączyła: 12 Kwi 2016
Posty: 87
Pomogła: 3 razy

 #7  Wysłany: 2017-10-01, 14:42  


Jak bym czuła, że jestem u kresu sił w opiece nad najbliższą osobą i nie byłoby innej drogi gdzie mogłabym uzyskać konkretną pomoc, nie wahałabym się oddać tej osoby do hospicjum stacjonarnego. I liczę na to że w sytuacji gdy to ja byłabym tą chorą, a mąż czy któreś z dzieci zostałoby samo u kresu wytrzymałości z opieką nade mną, mam nadzieję że oddaliby mnie pod opiekę HS.
Przecież tam też można choremu cały czas praktycznie towarzyszyć, można okazać mu dużo miłości, rozpieszczać ile się da, a odpada nam duży wysiłek fizyczny, ogarnięcie aparatur medycznych (np, koncentrator tlenu),leków. Można wtedy bardziej się skupić na tym by być sercem przy tej osobie. No i psychicznie jest o tyle łatwiej, że w razie jakiegoś nagłego pogorszenia, komplikacji, non stop jest ktoś kto fachowo pomoże. Ja np. bardzo się bałam jak czuwałam przy tacie, że zacznie nagle się dusić, że dojdzie do rozpadu guza (rak puc) i nie będę umiała mu pomóc.

Wiem jak ciężko musi Ci być, bo też przechodziłam opiekę nad odchodzącymi rodzicami. My korzystaliśmy tylko z pomocy HD, tyle że ja miałam do pomocy braci, i u nas te najcięższe okresy trwały krótko. Rodzice długo byli dość sprawni, samodzielni. A jak zrobiło się bardzo ciężko, wszystko potoczyło się dość szybko (chociaż wtedy, w tym napięciu i stresie, zmieszanym z nadzieją to każda godzina zamieniała się w wieczność, szczególnie w nocy).
A może faktycznie pielęgniarkę do pomocy wynająć. Musiałabyś popytać np. pań z HD, lub z PCK.
I jeszcze przy hospicjum czy to domowym, czy stacjonarnym często można skorzystać z pomocy psychologicznej. Jak człowiek czuje się osamotniony w takim wielkim strapieniu, warto skorzystać z pomocy, pogadać z kimś obcym, ale życzliwym.

Majuna, cokolwiek postanowisz :tull:
 
KasiaKasiaKasia 



Dołączyła: 30 Cze 2014
Posty: 421
Pomogła: 28 razy

 #8  Wysłany: 2017-10-04, 19:22  


Majuna,
To chyba ma każdy, jeśli nie to większość.
Ja chciałam, żeby tata nie odczuł, że jestem przemęczona "przez niego"- nie jego wina, że chciał pić czy siku w nocy..

Potworne zmęczenie poczułam po wszytskim... i zastanawialm się jak to możliwe, że ogarnęłam to wszystko.

Wytrzymaj, nic więcej.
_________________
Co Cie nie zabije to Cie wk....zdenerwuje... :)
 
babusza 


Dołączyła: 23 Sty 2018
Posty: 46
Skąd: zielona góra

 #9  Wysłany: 2018-05-07, 09:26  


przeczytałam z uwaga ..i mam to samo . Mama oprócz raka ma alzhaimera i ostatnio przechodzi samą siebie. To znaczy choroba zmienia mame . Robi na złosc- nie chce łykac tabletek- niszczy... a zużyte pieluszki chowa .Jestesmy wykończeni .Dzis tez , wiec unikam mamy , bo szuka zaczepki. Wole nie prowokowac ale musze chyba zamknac sie w szafie ;) .
Dzis przychodzi pielegniarka wiec poprosze cos na uspokojenie.
_________________
babusza
 
Wiki1233 


Dołączyła: 26 Sty 2018
Posty: 2

 #10  Wysłany: 2018-06-14, 16:41  


Witam Was. Moja mama też ma zaburzenia psychiczne.Od paru dni kładzie się na 10min i trzeba ją podnosić i siedzi 10min i znów chce leżeć.Tak całą dobę.Już padam.Opiekuje się mama dopiero 2 tyg.Ale już brak mi sił.Mam dwoje małych dzieci które zostawiłam z teściowa 200km od siebie.😔😔😔😔😔
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group