DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: marzena66
2019-02-02, 10:16
tak tu jeszcze sobie z wami posiedzę...
Autor Wiadomość
emes 


Dołączyła: 04 Sty 2019
Posty: 87
Pomogła: 20 razy

 #1  Wysłany: 2019-02-01, 17:51  tak tu jeszcze sobie z wami posiedzę...


Historia mojego taty dobiegła końca. Kciuków nie ma za co już trzymać, ale nie wiem gdzie indziej mogłabym umieścić swoje posty, a jakoś nie umiem się z wami rozstać...
Nie będę przecież pisać w wątku merytorycznym, bo już nikt nie może pomóc mojemu tacie, a nie będę zabierać "miejsca" tym, którzy jeszcze na taką pomoc szansę mają. Podziękowałam już tam za wsparcie i pewnie powinnam elegancko "spadać", czemu więc nie mogę się na to zdobyć? Czemu wciąż snuję się na forum niczym duch? czytam wasze historie, trzymam kciuki gdy walczycie, cieszę się gdy wygrywacie i płaczę razem z wami, kiedy piszecie, że jednak historia nie zakończyła się happy endem...

Jutro pogrzeb mojego taty, a ja chciałabym tylko zasnąć i obudzić się dopiero w niedzielę... albo jeszcze lepiej wtedy, gdy nie będzie już bolało...

[ Dodano: 2019-02-01, 18:10 ]
Sami widzicie gdzie ja mam ostatnio głowę?... Przecież ten wątek powinnam raczej założyć w dziale psychoonkologia.
Czy mogę prosić moderatorów o przeniesienie?
 
Reszka.78 



Dołączyła: 29 Lis 2011
Posty: 852
Pomogła: 113 razy

 #2  Wysłany: 2019-02-01, 21:13  


Emes, Skarbie, to miejsce jest dla Ciebie zawsze otwarte i zawsze takim będzie. Nikt NIGDY Cię stąd nie przegoni. Jesteśmy razem na dobre i na złe. Jesteśmy rodziną. Może nie łączą nas więzy krwi, ale łączą nas historie, przeżycia, problemy i rozterki, a także te dobre momenty.
ABSOLUTNIE KAŻDY jest tu mile widziany i na swój sposób kochany.

Doskonale potrafię zrozumieć, że nie możesz sobie znaleźć miejsca, a jednocześnie chciałabyś to wszystko przespać. Nie potrafię sobie wyobrazić co w tej chwili przeżywasz, ale na pewno nie jesteś duchem snującym się bez sensu po tym forum. Jesteś Wspaniałą Kobietą, każdy kto czytał Twój wątek i każdy kto Ciebie zna, powie dokładnie to samo.
Bądź z nami, odzywaj się, rozmawiaj, pisz. My tu jesteśmy, wysłuchamy, odpowiemy. Może nie fizycznie, ale mentalnie przytulimy. Przecież po to istnieje to forum.

Przytulam Cię bardzo, bardzo mocno Emes.
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9494
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1705 razy


 #3  Wysłany: 2019-02-02, 10:23  


emes,
Przytulamy z całych sił i rozumiemy jak najbardziej Twoje emocje, wszyscy tutaj je przeszliśmy albo przeżywamy obecnie. Jedni tutaj są cały czas z nami, inni uciekają żeby zapomnieć o tym nieszcześciu jak najszybciej, jaka metoda jest lepsza nie wiem, to indywidualna sprawa. Jeśli pomaga Ci bycie tutaj to bądź, przyjdzie moment, że będziesz chciała pozostać już sama ze swoimi myslami.

Nie damy Ci gotowego lekarstawa jak ten ból przetrwać, nie obudzisz się po wszystkim, żałobę trzeba przezyć, każdy na swój własny sposób, kazdy w innym czasie.
Dasz radę, bo musisz, tak jak musiałaś zająć się tatą, dostaje te siły nie wiadomo skąd ale mamy je żeby to wszystko przetrwać.

życzę Ci mnóstwa sił tych fizycznych a przede wszystkim psychicznych, mocno tulę do serca i bądź silna/dzielna na tyle na ile dasz radę, nie rób nic na siłę z czasem ból będzie mniejszy.

:/pociesza:/
 
EwaEwa 


Dołączyła: 09 Cze 2017
Posty: 53
Pomogła: 2 razy

 #4  Wysłany: 2019-02-03, 18:09  


emes,

mam nadzieję, że część emocji już opadła. Pogrzeb jest bardzo trudnym momentem. Swoją drogą zastanawiam się, dlaczego pogrzeb Twojego Taty był tak wiele dni po śmierci.
Ten okres pomiędzy zakończeniem życia, a pochówkiem jest takim okresem zawieszenia. Jest ogromna rozpacz i niezmierzony ból, ale jednocześnie jest gdzieś świadomość, że walka się skończyła, że już nie musimy pomagać, trwać, podejmować mega trudnych decyzji, że już nic od nas nie zależy, że już noc nie można zrobić. Pojawia się pustka.

Doskonale Cię rozumiem, że wracasz tutaj, jak do siebie. Od śmierci mojego taty minęło już dwa i pół roku. Mama zmarła rok i dwa miesiące temu. A ja jestem tutaj każdego dnia. I chociaż się nie odzywam, to jestem, czytam, płaczę, cieszę się razem z resztą forumowiczów.

Jest mi tutaj źle i dobrze jednocześnie.
Ale tutaj czuję, że jestem wśród swoich. I tak bardzo blisko Mamy i Taty. Tutaj jest część mnie i część moich Rodziców.
Nie mogę przestać tutaj bywać.
 
emes 


Dołączyła: 04 Sty 2019
Posty: 87
Pomogła: 20 razy

 #5  Wysłany: 2019-02-03, 19:07  


Reszka.78 dziękuję za twoje słowa. Czytałam w twoim wątku z jakimi problemami się zmagasz, ale byłam wtedy tak otępiała, że nie byłam w stanie nic napisać... Tym bardziej podziwiam ciebie, że mimo to znalazłaś w sobie siłę by tak ciepło przywitać mnie.

marzena66 nie mogę i nawet nie chcę zapomnieć o chorobie taty, to jest przecież część jego historii, ostatnie miesiące jego życia... Przebywając z wami czuję się jakbym była bliżej taty. Wiem że nie ma gotowego lekarstwa, a szkoda.



Wczoraj zgodnie z planem nastąpiło domknięcie historii taty. Jeżeli pogrzeb może być piękny, to ten taty taki właśnie był. Z racji pracy mojej siostry mszę odprawiało trzech księży, dwóch organistów śpiewało na przemian pieśni. Był pełniutki kościół ludzi. I o ile życie taty nie zawsze było usłane różami, tak ostatnią drogę żałobnicy wyściełali mu niemal łanami kwiatów. Jeden z księży powiedział, że gdy spojrzał na kościół od ołtarza to był w szoku, bo tyle ludzi to on widuje w Boże Narodzenie. Ja osobiście na podobnym pogrzebie byłam wtedy, gdy zmarł lekarz, który całe życie pracował w naszym ośrodku zdrowia. A przecież tata nie był żadnym "lokalnym VIP-em", był zwykłym człowiekiem, który potrafił jednak zjednywać sobie ludzi. Zawsze śmialiśmy się z łatwości z jaką zdobywał nowych znajomych, wszędzie gdzie tylko pojechaliśmy w kilka minut ugadywał się już w najlepsze z przypadkowymi ludźmi, nie przeszkadzał mu nawet fakt, że niektórzy z nich w ogóle nie mówili w jego języku :mrgreen:
Nie udało się niestety uniknąć łez, więc jeśli to prawda, że nasi bliscy zmarli niosą nasze łzy, to dobrze, że tata był całe życie silnym mężczyzną, bo inaczej w żadnym razie by ich nie udźwigał... Sama jedna zszykowałam mu solidne wiadro :cry:
Najwięcej emocji było oczywiście podczas pożegnania w kaplicy. Tak przystojnie wyglądał w garniturze, który zaledwie w sierpniu wybieraliśmy mu na wesele jego chrześnicy... Ze łzami poprawiłam mu krawat, wygładziłam połę marynarki, strzepnęłam jakieś paproszki ze spodni (tata ich nie znosił)... Nie mogłam odejść od jego trumny. Tyle razy stałam przy jego łóżku, że miałam wrażenie że robię to nadal. W pewnej chwili przyłapałam się na tym, że wpatruję się w klatkę piersiową wypatrując oddychania... Tak robiłam po operacji lub gdy spał, bo miał chwilowe bezdechy.
Najgorsze było jednak, gdy trzeba było zamknąć wieko trumny, gdy mogłam przytulić się do taty wiedząc, że po raz ostatni w życiu, że nigdy więcej go nie zobaczę...
Na dodatek do żalu dołączyły wyrzuty sumienia, bo nie było mnie przy tacie w chwili jego śmierci :-( Siedzieliśmy przy tacie po całych dniach, w sobotę od rana była siostra, potem dojechałyśmy z mamą. W trzy siedziałyśmy do 19-tej, siostra z mamą już ledwo siedziały, więc przekonałam je, żeby już jechały do domu, ja chciałam zostać całą noc. Ale późnym wieczorem przyjechał jeszcze mój brat, który akurat cierpiał na korzonki. Widziałam jak cierpi, a nie chciał zostawić mnie samą i wrócić do domu. Więc po 23-ej powiedziałam, żebyśmy się zbierali. Poszłam jeszcze do pielęgniarek, napisałam im mój numer telefonu i prosiłam, żeby dzwoniły o każdej porze, gdyby "coś" zaczęło się dziać. Obiecały, że to zrobią. Wróciłam do taty, zwilżyłam mu po raz ostatni język, dotknęłam stóp. Nadal były takie cieplutkie, że wręcz ofuknęłam się w myślach, że jakbym wyglądała śmierci taty. W poprzednie dni wymykałam się po cichutku z sali, gdy tata zasypiał, więc nie chciałam go obudzić pocałunkiem, ale tym razem wiedziałam, że po morfinie tata śpi mocno, pocałowałam go więc i dopiero wyszłam. Przed szpitalem ustaliliśmy jeszcze z bratem, kto kiedy pojedzie do taty w niedzielę, z samego rana miał jechać mój mąż, żebym ja mogła trochę odpocząć. Po 24-ej położyłam się spać pogłaszając jeszcze dzwonek telefonu. A potem moje ciało mnie zdradziło... O ile we wcześniejsze noce budziłam się wielokrotnie, tak tej nocy spałam w najlepsze. Aż zadzwonił telefon... Od razu wiedziałam kto dzwoni i że ja już nie zdążę... Mąż był w drodze do szpitala... Pojechałam jeszcze do taty, tylko po co?... skoro zabrakło mnie wtedy, gdy mnie potrzebował najbardziej? Tyle dni spędziłam przy jego łóżku, cóż by znaczyło jeszcze te 7 godzin? I w niczym nie pomaga fakt, że tata pod wpływem morfiny pewnie nawet nie zauważyłby mojej obecności...

[ Dodano: 2019-02-03, 19:18 ]
EwaEwa napisanie wczesniejszego posta tyle mi zajęło, że nie widziałam twojego wpisu.
Masz rację - tydzień to bardzo długo, jednak tak zdecydowały mama z siostrą, bo część rodziny była za granicą, a wnuczka taty miała sesję egzaminacyjną.
Na początku zastanawiałam się kto i po co wymyślił ten cały zwyczaj z pogrzebem, stypą... ale potem doszłam do wniosku, że to wszystko po to, aby rodzina miała się czym zająć, miała jakiś powód, żeby w ogóle wstać z łóżka. Najgorszy był piątek, kiedy do zrobienia nie zostało już nic...
Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoimi odczuciami, ja swoich nie potrafiłam jeszcze określić, ale trafiłaś w sedno, mogę już tylko podpisać się pod twoimi słowami.
Strasznie mi przykro, że i ty musiałaś przez to przejść i to aż dwukrotnie :-( Czy oboje twoich rodziców zmarło na raka?
 
Reszka.78 



Dołączyła: 29 Lis 2011
Posty: 852
Pomogła: 113 razy

 #6  Wysłany: 2019-02-03, 21:16  


Emes, Skarbie.
Moje problemy to tak naprawdę pikuś, tylko walnęły mnie między oczy z zaskoczenia. Głupie schizy, które pogonię w dal saniami.

W tej chwili mam ochotę Cię mocno wyściskać i wyprzytulać, a jednocześnie dać Ci klapsa. Absolutnie nie miej wyrzutów sumienia, nie zadręczaj się. Może to sam Tatuś chciał żebyś odpoczęła i sam zesłał na Ciebie ten sen. Wiem jak to może brzmieć, ale skoro budziłaś się w nocy po kilka razy, a akurat tą przespałaś, to może tak chciał Tatuś. On wiedział i nadal wie jak bardzo Go kochasz, jak się troszczysz i martwisz. I chciał dla Ciebie jak najlepiej. I za nic by nie chciał żebyś sobie wypominała, żebyś cierpiała.

Przytulam Ciebie i Twoją rodzinę. Życzę Wam spokoju i ukojenia.
 
EwaEwa 


Dołączyła: 09 Cze 2017
Posty: 53
Pomogła: 2 razy

 #7  Wysłany: 2019-02-04, 17:05  


emes,

przytulam. Wiem, jak wiele emocji targa Twoim sercem i Twoim umysłem. Chciałabym powiedzieć Tobie, że to wszystko minie, ale sama nie jestem pewna tego stwierdzenia. W moim przypadku minęło już tyle czasu, a ból po stracie nie mija. Może trochę złagodniał, może nie pali już "żywym ogniem"... ale ciągle mi towarzyszy.
Bardzo rzadko udaje mi się powiedzieć coś o rodzicach bez załamania głosu, bez tej kluchy w gardle i bez wilgotnych oczu. Ale tłumaczę sobie (i innym niestety też), że widocznie taki jest mój sposób na przeżywanie tej podwójnej żałoby.

Przepraszam, bo zamiast Cię wspierać i pocieszać, zaśmiecam Twój wątek swoimi żalami.

Tak emes, oboje moi Rodzice zmarli na raka. Tata, podobnie jak Twój Tato, na raka płuc, a Mama na raka pęcherza. Tutaj możesz przeczytać moją historię
http://www.forum-onkologi...h_tauthor=18457

emes, masz Mamę i siostrę. Dbajcie o siebie i wspierajcie się. Oprócz więzów krwi, połączyła Was wspólna, ogromna strata. Dla wszystkich nas jest wielkim pocieszeniem myśl, że nasi bliscy już nie cierpią.

A po nocy przychodzi dzień...
 
emes 


Dołączyła: 04 Sty 2019
Posty: 87
Pomogła: 20 razy

 #8  Wysłany: 2019-02-05, 19:06  


Reszka.78 żadne problemy odbierające nam radość życia to nie pikuś. Mam nadzieję, że sanie odjechały już hen daleko ;)
Twoje słowa wcale nie brzmią dziwnie, wiem że tata najchętniej oszczędziłby nam przykrych widoków. Pamiętam jak w szpitalu prowadzałam go do ubikacji, bo na początku kręciło mu się w głowie i bałam się, żeby nie upadł. Przy zwykłym siku jeszcze się na to godził, ale gdy przyszło do "brązowego alarmu" zdecydowanie się sprzeciwił, żebym mu pomogła. Choć usilnie starałam się przekonać go, że to najnormalniejsza rzecz na świecie i nie mam z tym żadnych problemów, uparł się, żebym poczekała na niego za drzwiami. Tym razem też by pewnie chciał nas ochronić przed widokiem własnej śmierci. Inna sprawa, że ja nie powinnam mu na to pozwolić. Choćby ten widok miał mi kompletnie złamać serce...
Jednak dziękuję ci za to co napisałaś, bo dotarło do mnie coś, co wcześniej wyrzuty sumienia nie pozwoliły przyjąć mi do wiadomości. Stałam przy trumnie taty i cały czas przepraszałam go za to, że mnie przy nim nie było, że być może nie miał mu kto podać pić... Pytałam, czy mi to wybaczy?... A po stypie podeszła do mnie jedna z kuzynek i opowiedziała coś dziwnego. Jej siostra (ta chrześnica taty, która miała wesele w sierpniu) miała jakiś zorganizowany wyjazd za granicę w tym czasie gdy zmarł tata. Rodzina powiadomiła ją dopiero w środę, a ona opowiadała, że w tych trzech dniach, gdy jeszcze o niczym nie wiedziała mój tata śnił jej się dwa razy. W śnie jakby się gdzieś wybierał, mówił taki zadowolony, że jeszcze sobie pojadł, popił i teraz będzie miał siłę, żeby jechać... Może tylko się łudzę, ale chcę wierzyć, że to była jego odpowiedź...

EwaEwa kochana nic nie zaśmiecasz, twoje żale to również moje. Przeczytałam twoją historię i bardzo bardzo ci współczuję. Śmierć jednego z rodziców napawa smutkiem na długo, a ty musiałaś przez to przechodzić aż dwa razy... Nawet nie próbuję sobie wyobrazić co czujesz... A mimo to znalazłaś siłę, żeby pocieszać mnie. To naprawdę wiele dla mnie znaczy.


Myślałam, że po pogrzebie będzie ciut lżej, że będzie można już wczołgać się do swojej skorupki i powoli lizać rany... Ale wcale nie jest łatwiej. Rodzice zawsze byli ważną częścią mojego życia i choć od ładnych paru lat nie mieszkam już z nimi, to jednak często ich odwiedzałam. Nie ma więc takiej rzeczy, takiego miejsca które nie przypominałoby mi teraz o tacie. Najskuteczniejszymi "pocieszaczami" dla mnie był ogród i zakup nowych butów. W ogrodzie jednak nie zapomnę o tacie, bo choć na początku podśmiewywał się z mojej i siostry manii, tak później i on dał się wciągnąć w to szaleństwo, komentował nasze kwiatki, mówił które mu się podobają, albo wracał od kogoś i opisywał jakie rosną u tej osoby. I tu zaczynała się godzinna dyskusja nad nazwą tej roślinki, bo i opis nie do końca bywał precyzyjny i kolor nieraz się tacie mylił ;) Została druga opcja... Cóż z tego skoro po wejściu do sklepu od razu przypomniało mi się, jak byłam tam z tatą ostatni raz. Był taki zadowolony, że wreszcie znalazł sobie wygodne kapcie, doradziłam mu, żeby wziął sobie drugą parę na zapas... nigdy nie zdążył jej nawet raz założyć...
Potem przejeżdżałam obok cmentarza, mimo późnej pory nie mogłam przejechać nie wstąpiwszy do taty... Zapaliłam nowy znicz - tak jak wcześniej zaświecałam lampkę w pokoju taty, żeby nie raziło go w oczy górne światło, zamiast kołdry poprawiłam szarfy... popatrzyłam na ten stos kwiatów i na samą myśl, że tam głęboko pod nimi leży mój samotny teraz tatuś wybuchłam płaczem.
Nie potrafię choć na chwilę o nim zapomnieć. Ciągle mam go przed oczami. Jest ostatnią myślą przed zaśnięciem i pierwszą po przebudzeniu. Odszedł niedawno, a już tak bardzo mi go brakuje...
 
Reszka.78 



Dołączyła: 29 Lis 2011
Posty: 852
Pomogła: 113 razy

 #9  Wysłany: 2019-02-05, 20:47  


Emes, Skarbeczku

Niczym nie zawiniłaś i Tatuś na pewno się na Ciebie nie gniewa, nie ma do Ciebie żalu. Bo byłaś przy nim, tak długo jak mogłaś. Podarował Ci moment wytchnienia. Sama widzisz jak się przyśnił. Można powiedzieć, że bardzo przyjemnie. Syty, silny, wybierał się w podróż. Dla Twojego Tatusia to była podróż, w którą nie mógł Cię zabrać. I wierzę, że to była odpowiedź. Tak jakby chciał przekazać. Jestem silny, nic mnie nie boli. Nie czuję głodu, ani pragnienia. Czeka mnie podróż. Może nawet przygoda.
Moi obaj dziadkowie się ze mną we śnie pożegnali. Pierwszego niestety nie pamiętam, chociaż miałam już ze 12 lat. Drugi sen pamiętam jak dzisiaj. Śniło mi się, że śpię, chociaż widziałam całe mieszkanie, widziałam dziadka stojącego w drzwiach, ubranego tak jak zawsze, z reklamówką w ręku. Mama stała przy nim i dziadek powiedział, że on już idzie, żeby mama mnie nie budziła, ale żeby mnie pożegnała od niego. I niedługo dostałyśmy wiadomość, że dziadek odszedł. Ani babcia, ani nikt inny z rodziny mi się nie przyśnił.

Kochanie, na wszystko potrzeba czasu. To co teraz się dzieje można porównać do poważnej operacji, albo złamanej kości, wyrwanego zęba. Potrzeba czasu by wszystko się zrosło, zagoiło, zabliźniło. Teraz Twoje rany są świeże, złamanie boli, szwy ciągną, rana nie daje spokoju, swędzi, rwie. Dziura po zębie ciągle o sobie przypomina.
Z czasem będzie lepiej, chociaż jak wiadomo nigdy w pełni o tym bólu i smutku nie zapomnisz. Będzie wracał, jak ból w zrośniętej kończynie przy zmianach pogody. Jak właśnie ten brak zęba. Ale nie będzie to takie dokuczliwe i straszne.
Teraz wszystko Ci Tatusia przypomina i będzie tak bardzo długo, nawet do samego końca. Teraz wywołuje to ból, kiedyś będzie dobrym wspomnieniem do którego będziesz się uśmiechać.
Myślisz cały czas, tęsknisz rozpaczliwie i to też jest naturalne. Nikt nie ma w sobie takiego guziczka, którym mógłby wyłączyć uczucia, myśli. Chociaż czasami bardzo by się przydał. Pstryk i już.
I Tatuś nie leży tam sam. Tam jest ciało dzielnego wojownika, który walczył do samego końca. Teraz Tatuś jest w pięknej podróży o której mówił we śnie. Spotkał dawno nie widzianych przyjaciół, członków rodziny. Wędruje wraz z nimi. Może nawet uprawia sam swój ogródek? Kto wie co jest po drugiej stronie. Może mieszka teraz w willi z basenem nad morzem, albo w górach. A może w małym, białym domku, z ogródkiem, sadem, białymi firankami w oknie, poruszanymi wiatrem, a do okna zaglądają malwy?

Ściskam Cię bardzo mocno Emes i Twoją rodzinkę.
 
emes 


Dołączyła: 04 Sty 2019
Posty: 87
Pomogła: 20 razy

 #10  Wysłany: 2019-02-06, 09:53  


Moja droga Reszko tak pięknie to napisałaś, że aż się popłakałam. Dziękuję
I masz rację - tata pewnie nie jest sam, mama słyszała jak w nocy jakby rozmawiał ze swoim zmarłym ojcem, wołał "tatusiu", w czwartek kilka razy powtórzył mnie i siostrze, że przyjdzie do nas jego stryjek (zmarł z dwadzieścia lat temu, a tata bardzo go lubił), dopiero gdy powiedziałam "dobrze tato, niech przyjdzie" uspokoił się i zasnął. Potem słyszałam jeszcze jak mówi o swoim koledze z młodości. Mam nadzieję, że teraz jest z nimi, ze swoją mamą, która zmarła w wieku zaledwie 54 lat i za którą tata cały czas tęsknił...
 
Reszka.78 



Dołączyła: 29 Lis 2011
Posty: 852
Pomogła: 113 razy

 #11  Wysłany: 2019-02-06, 12:18  


O sama Emes widzisz, że Tatuś być może widział swojego Tatę, mówił o Stryjku, który pewnie przyszedł do Niego i zaprowadził do tego nowego miejsca, do rodziny, przyjaciół, do wszystkich krewnych i przodków, których nie miało się okazji, ani możliwości poznać. Teraz odwiedzają się w swoich domach, razem wędrują po wymarzonych miejscach. Może Tatko z tym swoim kolegą, bawią się znowu tak jak w młodości. Tatuś spotkał ponownie swoich rodziców i znowu są razem i teraz czeka tam na Ciebie i rodzinę, patrzy na Was z chmurki, czuwa nad Wami, a kiedyś znowu się spotkacie i nigdy nie rozstaniecie.

Pozdrawiam Cię serdecznie i dobrego dnia życzę _itsme_
 
EwaEwa 


Dołączyła: 09 Cze 2017
Posty: 53
Pomogła: 2 razy

 #12  Wysłany: 2019-02-06, 18:19  


Reszka.78,

bardzo dobrze mówisz
Cytat:
teraz czeka tam na Ciebie i rodzinę, patrzy na Was z chmurki, czuwa nad Wami, a kiedyś znowu się spotkacie i nigdy nie rozstaniecie


Kiedyś bardzo bałam się śmierci. Nie wiem dlaczego, ale na myśl o tym, że kiedyś umrę, ogarniał mnie totalny paraliż z bólem brzucha i ściskiem gardła. Straszne uczucie.
Po śmierci mojego Taty przestałam się bać. Miałam nawet takie momenty (gdy było mi źle), że przychodziło mi do głowy, że jakbym umarła, to miałabym spokój i spotkałabym się z Tatą.
Mam pewność, że kiedyś spotkam się z moimi Rodzicami. Nie wiem kiedy, ale na pewno to nastąpi.

A dzisiaj tu, na tym świecie, wyczekuję tych nocy, gdy we śnie przychodzą do mnie Rodzice. Zdarza się to z różną częstotliwością. Ale zawsze (poza jednym wyjątkiem) śnią mi się zdrowi i zadowoleni. Często w tych snach robimy wspólnie różne, zwykłe rzeczy dnia codziennego. Nie ma w tych snach nic nadzwyczajnego, ale dla mnie to są wielkie cuda :)

emes,

Tobie życzę takich pięknych snów :)
 
emes 


Dołączyła: 04 Sty 2019
Posty: 87
Pomogła: 20 razy

 #13  Wysłany: 2019-02-07, 14:18  


Reszko właśnie tak teraz postaram się myśleć o tacie. Nie zmniejsza to bólu po rozstaniu, na to jest jeszcze dużo za wcześnie, ale może choć odrobinę ułatwi dalsze życie...

Ewuniu twoje życzenia się spełniły - wczoraj po raz pierwszy przyśnił mi się tata. Siedział za stołem w tej samej sali, w której odbywał się poczęstunek po pogrzebie, razem z nim mnóstwo ludzi, on zadowolony, rozgadany, taki jaki był przed chorobą. Przebudziłam się w nocy i tak strasznie chciałam, żebym zapamiętała ten sen. Był dłuższy, ale tę jedną scenę pamiętam doskonale. Pamiętam też jak siedziałam w tym samym miejscu wtedy na stypie, patrzyłam na tych wszystkich ludzi (było ich ok. 70) i zastanawiałam się dlaczego jeszcze ta jedna osoba nie mogła się tu zmieścić? I pomyśleć tylko, że ja - twardo stąpająca po ziemi realistka - dopatruję się znaczenia w każdym śnie, marzę żeby tata dał jakikolwiek znak...
 
Reszka.78 



Dołączyła: 29 Lis 2011
Posty: 852
Pomogła: 113 razy

 #14  Wysłany: 2019-02-07, 19:19  


I Tatuś dał Ci znak ^^ Siedział tam gdzie Ty siedziałaś. Był szczęśliwy, wesoły, rozgadany. I można to odczytać jako znak, że mu dobrze, że jest właśnie szczęśliwy, otoczony dobrymi ludźmi.
Poczekaj, Tata da Ci znać. Może nawet przywali Ci książką, jak mnie przywalił dziadek :) Serio, nie ściemniam. Po śmierci dziadka, przeprowadziłyśmy się z mamą do jego i babci mieszkania - w zasadzie to mojego, bo dziadkowie mi to mieszkanie zapisali w spadku. W było to jakoś przed Bożym Narodzeniem. Rano, ale jeszcze spałam. Mój pokój miał nie całe trzy metry szerokości. Na jednej ścianie moja rozkładana wersalka, na przeciwko wisząca półka z książkami. Nawet licząc, że wersalka ma 120cm szerokości, a półka 30cm głębokości, to i tak i tak jakieś półtora metra odstępu, a ja śpię zawsze od ściany. I właśnie nad ranem, dostałam książką w głowę. Na logikę książka powinna spaść w dół, a nie kurcze po łuku sobie lecieć. Tak więc uznałyśmy z mamą, że nas dziadek odwiedził :)

Pozdrawiam serdecznie i więcej takich pięknych snów życzę :mrgreen:
 
emes 


Dołączyła: 04 Sty 2019
Posty: 87
Pomogła: 20 razy

 #15  Wysłany: 2019-02-12, 17:58  


Reszko nawet nie wiem co na to napisać - mam nadzieję, że książka była chociaż w miękkiej oprawie ;)
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group