DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
kancerofobia
Autor Wiadomość
ElizaNOwakWaw 


Dołączyła: 15 Maj 2013
Posty: 2

 #1  Wysłany: 2013-05-19, 19:21  kancerofobia


Natknęłam się na artykuł dotyczący kancerofobii. Nie widziałam, że w ogóle jest coś takiego.. Odkąd kilka lat temu na raka mózgu odeszła moja mama, zdarza mi się myśleć czy mnie też za jakiś czas to spotka.. Gdy boli mnie głowa, przychodzi myśl.. a jeśli to objawy guza mozgu.. najbardziej na świecie boję się przechodzić przez to samo co moja mama (i cała nasza rodzina) jeszcze raz... Macie czasem podobne myśli?!

Ja powoli przymierzam się do wizyty u psychologa, nie chcę do końca życia zmagać się z tym strachem.. lękiem przed zachorowaniem na raka...

autorem artykułu jest psycholog Katarzyna Borowicz



Artykuł uświadamia, że taki strach przed rakiem jest w jakimś sensie normalny - ludzie po prostu zmagają się z takimi problemami. Wydaje mi się, że większość osób nawet nie wie, ze medycyny zna pojęcie kancerofobii - szkoda, że przez to większość pozostaje sama ze swoimi "czarnymi" myślami.

Część posta ukryta - jeśli chciałaby Pani zareklamować pewien serwis (co w 2 na 2 napisanych postów próbuje Pani zrobić), prosimy o złożenie oferty Administracji Forum.
 
aldonkaa78 


Dołączyła: 19 Maj 2013
Posty: 4

 #2  Wysłany: 2013-05-19, 19:39  


Mnie też towarzyszył kiedyś taki strach przed rakiem (teraz już w dużo mniejszym stopniu), choć przyznam, że nie wiedziałam, że ma on nawet swoją fachową nazwę...
 
niki 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 15 Lip 2011
Posty: 890
Pomogła: 236 razy

 #3  Wysłany: 2013-05-19, 20:24  


Ten temat był już omawiany nie raz
jest tego sporo, może wartu zajrzeć tu http://www.forum-onkologi...kiem-vt3734.htm

kolejny wątek o tym problemie http://www.forum-onkologi...kiem-vt6084.htm
_________________
Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie trać nigdy światła nadziei.
 
goskaa 


Dołączyła: 12 Paź 2016
Posty: 2

 #4  Wysłany: 2016-10-12, 11:37  


Czy ktoś tu jeszcze zagląda?

Potrzebuję się wygadać, zrzucić ciężar. Nie bardzo mam z kim porozmawiać w domu, nie chcę męża i rodziców obciążać swoimi chorymi jazdami.

Ale Wam powiem. Może od tego zrobi mi się lżej. Robię to pierwszy raz w życiu.

Mam kancerofobię. Od dwóch lat. A może dłużej. Od kiedy przestałam pracować i mam dużo więcej czasu na przemyślenia, mój stan zaostrza się, ataki paniki są częstsze.

Nie jestem pewna, co jest tego przyczyną.W mojej rodzinie odnotowano tylko dwa przypadki raka- babcia, która zmarła długo przed moim urodzeniem i wujek,który zmarł rok temu.Choroba wykończyła go w dwa miesiące. Nie byłam w nim w żadnym stopniu związana emocjonalnie i nie mogę powiedzieć, żeby jego śmierć mną jakoś wyjątkowo wstrząsnęła. Może się mylę. Tak czy inaczej w moim rodzinnym otoczeniu nie dzieje się nic, co by jakoś ten strach mogło potęgować bardziej niż u innych ludzi. Wiadomo, z lewa i prawa zalewają nas informacje o chorujących znajomych, znajomych znajomych itd. Wiadomo, rodzice z racji wieku przechodzą różne badania profilaktyczne i jest stres w oczekiwaniu na wyniki, ale tak przecież jest w większości rodzin.

A jednak dopadła mnie fobia.

Raz na jakiś czas coś sobie znajduję i w przeciągu kilku dni z pozoru niewinnej sprawy robi się straszny problem.Coś, co nie daje mi normalnie funkcjonować. Myślę wtedy o tym dzień i noc. Dosłownie- dzień i noc. Tracę apetyt. Jak najszybciej umawiam się do lekarza, który mógłby rozwiać moje obawy.I za każdym razem idę do tego lekarza z duszą na ramieniu i nastawieniem, że jak od niego wyjdę, nic już w moim życiu nie będzie pewnie takie samo. Mentalnie żegnam się ze swoim z pozoru idealnym życiem. Pociągam nosem patrząc na czteroletnią córeczkę, którą mogłabym osierocić.

Ale wyrok nie zapada. Za każdym razem okazuje się, że to nic poważnego. Wychodzę z gabinetu jak na skrzydłach. Unoszę się nad ziemią,bo znowu darowano mi życie. Tańczę i śpiewam. Potem kilka tygodni albo miesięcy spokoju i znowu dół.

I tak do tej pory, w ciągu ostatnich dwóch lat zdiagnozowałam u siebie już:

raka piersi ( grudki pozostałe po karmieniu)- diagnozę potwierdzałam u dwóch albo trzech lekarzy
Po raz kolejny raka piersi ale w innym miejscu (ucisk fiszbiny stanika na kość pod piersią)- diagnoza konsultowana z dwoma lekarzami

raka węzła chłonnego pod pachą (część tkanki z piersi przeniosła się pod pachę- stąd zgrubienia i pobolewanie przed okresem)- konsultowane z dwoma lekarzami

raka migdałka

zdrapany pieprzyk mogący przerodzić się w raka skóry

teraz przerabiam guz mięśnia udowego. Do lekarza idę w piątek.

Dobrze,że mieszkam w Niemczech,gdzie w kolejkach do specjalistów nie czeka się miesiącami, bo to by mnie wykończyło.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja naprawdę nie straciłam zdrowych zmysłów. Potrafię na siebie spojrzeć z boku i popukać się w czoło, że pewnie zwariowałam. Kiedy opowiadam o swoich przeżyciach (choć teraz staram się już tego nie robić), wydaje mi się to nawet śmieszne.

Ale kiedy "to" się zaczyna, kiedy znowu coś znajduję i paniczny strach narasta jak lawina, nie jest mi wcale do śmiechu. I nic, absolutnie nic, żadne racjonalne tłumaczenia samej sobie że to pewnie nic- nie jest w stanie tego już powstrzymać. Tylko wizyta u lekarza. Z tym, że czasem po wizycie dopadają mnie myśli, że może coś przeoczył, może źle wymacał. I wtedy za jakiś czas powtarzam akcję. Każdorazowo objawy,które u siebie znajduję są wg mnie niepodważalne. Książkowe.I wcale nie urojone. Całkiem fizyczne, realne. Ja naprawdę czuję ból, grudkę itd. Te rzeczy naprawdę tam są. Tyle,że dorabiam sobie diagnozę czymone mogą potencjalnie być. Olbrzymim błędem jest guglowanie objawów i haseł związanych z moimi dolegliwościami,o czym przekonałam się nie raz ale przed czym nie mogę się powstrzymać.

Zauważyłam, że tego typu napady zdarzają się przede wszystkim,kiedy mam zbyt wiele czasu na myślenie.Gdy jestem zajęta, przebywam dużo z ludźmi,nie myślę o tym. Nie pomaga również pogoda. Jeśli za oknem plucha- tak jak teraz- depresyjne myśli przychodzą łatwiej.

Najbardziej serce boli,że czas spędzony na przeżywaniu swoich dolegliwości kradnę swojej córeczce, którą zupełnie w takich okresach ignoruję. To jest chyba najgorsze....

Wiem, że przydałby się psychiatra albo psycholog. Narazie jednak chcę spróbować uporać się z tym psychicznym problemem sama. Ten wpis na forum-pierwszy jaki kiedykolwiek w tym temacie poczyniłam- ma być pierwszym krokiem. Takim trochę oczyszczeniem. Już raz kiedyś udało mi się samej odpędzić innego demona. Wierzę,że może uda się i tym razem.
Czy ktoś przechodził przez podobne problemy i mógłby posłużyć radą?

Z góry dziekuję.
I dziękuję za wysłuchanie mnie.
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9806
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1753 razy


 #5  Wysłany: 2016-10-12, 16:41  


goskaa,

Każdą nerwicę/depresję/fobię należałoby leczyć. Nie każdy potrafi sobie sam pomóc bo potrzeba dużo samozaparcia i pozbycia się pewnych nawyków. Pierwszym krokiem, no może drugim, bo pierwszy już poczyniłaś pisząc na forum ;) powinnaś się wyzbyć wstukiwania w google swoich objawów i dopasowywania sobie chorób, nie powinnaś czytać żadnych for w których zazwyczaj osoby o podobnych dolegliwościach wzajemnie się nakręcają.

Radziłabym raczej kupić sobie dobre książki pisane przez psychiatrów, psychologów żeby poznać mechanizm działania Twojego postępowania, zapewne uzyskasz w nich wiele cennych informacji, które w jakiś sposób pomogą Ci uporać się z problemem. Gdzieś musi siedzieć źródło Twoich lęków i trzeba sięgnąć pamięcią od czego i kiedy to się zaczęło wtedy łatwiej jest z tym walczyć.

Mimo wszystko nie każdy sam potrafi uporać się z lękami/nerwicami ponieważ oprócz nachodzących lęków towarzyszą temu często objawy somatyczne, które podszywają się pod różne choroby i ciężko jest uwierzyć, że to tylko fobia/lęk/nerwica a nie realna choroba i dlatego radziłabym skorzystać z pomocy psychiatry. Może jakieś leki antydepresyjne brane przez jakiś czas trochę uspokoiłyby Twój organizm. Oczywiście psychologa/psychoterapię również widzę u Ciebie, takie przegadanie tematu z fachowcem dużo pomaga, czasami sami czegoś nie dostrzegamy, gdzieś robimy błąd bo zapętleni w swoim bólu/lęku nie dostrzegamy głównego problemu, od tego jest psycholog żeby pomógł dotrzeć do źródła Twojego strachu i pomógł z niego się uwolnić.

pozdrawiam
 
goskaa 


Dołączyła: 12 Paź 2016
Posty: 2

 #6  Wysłany: 2016-10-12, 19:37  


marzena66

Dziękuję.To mądre,co piszesz. Wchodzenie na fora internetowe to straszny pomysł dla kogoś z moimi tendencjami. Wiem to, a jednak w amoku rzadko potrafię się powstrzymać. Taki rzut oka do internetu najczęściej właśnie puszcza całą maszynę stresu i paniki w ruch. Bardzo się postaram tego nie robić. A jeśli samokontrola i próba samodzielnego doprowadzenia się do porządku nie powiedzie się, poszukam pomocy specjalisty.

Dzięki raz jeszcze.
 
beti.beti@wp.pl 


Dołączyła: 10 Sty 2020
Posty: 14

 #7  Wysłany: 2020-01-15, 14:21  


Ja mam tak samo, do tego nieufność do lekarzy przez to, że przez moją kancerofobię się uparłam na biopsje, która ich zdaniem niepotrzeba i wyszedł rak. Już jest narazie wszystko ok, zakonczyło sie operacją. Brałam udział w kilku szkoleniach onkologicznych ale jak coś sobie upatrzę co jakiś czas to koniec, faza i tak wraca na różne raki.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group