Link do strony z możliwością wsparcia forum:

https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
rak tarczycy - terapia podczas ciąży
Autor Wiadomość
ludziki 


Dołączyła: 01 Maj 2010
Posty: 6

 #1  Wysłany: 2010-05-01, 13:48  rak tarczycy - terapia podczas ciąży


Witam

Dopiero zaczynam bicie mojego raka po szczypcach :) Stać mnie jeszcze na uśmiech...
Wczoraj dowiedziałam się, że w mojej tarczycy zagnieździł się rak brodawkowaty.
Rokowania jak mówią lekarze - niezłe. Najpierw operacja całkowitego usunięcia tarczycy, potem terapia radiojodem. I nadzieja, że pożyję jeszcze trochę...

Problemem jest, że mam jeszcze jednego cudownego towarzysza - małego ludzika, w 13. tygodniu ciąży. Lekarze chcą operować za kilka tygodni, mnie się spieszy, żeby się tego paskuda (raka, nie ludzika) pozbyć, ale strasznie się boję o dziecko, o ciążę i w ogóle, jak sobie poradzę po operacji, mam jeszcze małego synka. Jeśli badanie hist.-pat. po operacji da zły wynik, to chcą mi ciążę zakończyć w 32 tygodniu i posłać piorunem na radiojod, a ryzyko wad rozwojowych z powodu niedonoszonej ciąży duże.
Istnieje też możliwość odłożenia operacji i terapii jodem na okres, kiedy już urodzę, to z kolei jeszcze pół roku czekania.

Stoję przed decyzją o przystąpieniu - lub nie - do operacji. Proszę o poradę, jeśli ktoś potrafi pomóc, jaka decyzja jest najlepsza. A może ktoś zna podobny przypadek?
Pozdrawiam w dwupaku
 
vioom 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 18 Sty 2010
Posty: 1286
Pomógł: 1048 razy

 #2  Wysłany: 2010-05-01, 15:34  


Jak dla mnie operować.
_________________
www.rjforum.pl - Nowotwór jądra to nie wyrok! Masz wątpliwości? Dowiedz się więcej!
 
DumSpiro-Spero 
Administrator



Dołączyła: 19 Sty 2009
Posty: 7455
Pomogła: 3498 razy


 #3  Wysłany: 2010-05-01, 16:26  


Witaj(cie) ludziki :)

Operować.
Poradzisz sobie Ty, poradzi sobie Ludzik :)
Zajrzyj -> tutaj <-

Oczywiście po operacji ktoś będzie Ci musiał przez jakiś czas pomóc w opiece nad synkiem.
Nie oszczędzaj rodziny - kogo masz to angażuj.

W przypadku raka czas to życie lub śmierć.
Kilka tygodni w raku brodawkowatym tarczycy nie powinno zrobić różnicy, ale miesięcy - może. Rezygnacja z operacji to podjęcie zbyt poważnego ryzyka. Będziesz potrzebna swoim dzieciom jeszcze wiele lat...
pozdrawiam cieplutko.
_________________
pozdrawiam, DSS.
 
Pablo 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 14 Kwi 2010
Posty: 289
Skąd: Kraków
Pomógł: 154 razy

 #4  Wysłany: 2010-05-01, 19:33  


Witaj.
Uśmiechać masz się nie tylko teraz, ale i za miesiąc, dwa, rok i tak dalej...
Rak to wredne choróbsko, ale można z nim walczyć. Rak brodawkowaty tarczycy można skutecznie leczyć, ale trzeba działać. W związku z tym myślę, że operacja na pewno powinna się odbyć jeszcze przed porodem. Dzięki temu zwiększa się szansa, że nie bedzie przerzutów i wystarczy wyciecie samej tarczycy.
Radiojod oczywiście dopiero po narodzinach maleństwa, czy przyspieszać powitanie maluszka ze światem na 32 tygodzień, czy dać mu trochę więcej czasu - nie potrafię doradzić, ale dla niego każdy tydzień ma znaczenie, niech w tej kwestii wypowiadają się specjaliści...
Nie wiem gdzie się leczysz, ale może warto rozważyć konsultacje w IO w Gliwicach?
Trzymaj się dzielnie, wszystko będzie dobrze. Dacie radę!
Pozdrawiam cieplutko.

W kwestii formalnej:
Nie jestem lekarzem, moja powyższa wypowiedź prezentuje tylko mój subiektywny pogląd na sprawę. Moje doświadzczenia z rakiem ograniczaja się do tego, iż sam mam raka rdzeniastego tarczycy.
P.
_________________
Pablo
www.raktarczycy.blogspot.com
 
ludziki 


Dołączyła: 01 Maj 2010
Posty: 6

 #5  Wysłany: 2010-05-05, 20:53  


Bardzo dziękuję za życzliwe porady, niestety, to nie wygląda tak różowo dla małego ludzika jak dla mnie po operacji, chirurg wprost powiedział, że z powodu wahań hormonów dziecko może mieć rozmaite uszkodzenia. Matka zawsze będzie chronić dziecko, nie da się ukryć. Ale jak sobie pomyślę, że mnie i tak zabraknie wkrótce, czy się będę leczyć czy nie, a mąż ma zostać z niepełnosprawnym dzieckiem i drugim, które wymaga rehabilitacji, to płakać mi się chce.
Poza tym guz ruszony przy operacji może dać przerzuty, węzłów chłonnych już nie będzie do obrony, a do jodoterapii jeszcze pół roku, o ile dożyję.
Stąd takie wielkie we mnie wahanie. Czy ktoś zna osobę po operacji tarczycy w ciąży? Jak zniosła to matka i dzidzia? Gdzie była operacja, kto ją przeprowadzał?
Będę wdzięczna za wszelkie informacje.
 
krysiekn 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 16 Paź 2009
Posty: 315
Pomogła: 56 razy

 #6  Wysłany: 2010-05-06, 14:03  


Ludziki, ja też nie mam tarczycy, tyle że nie miałam podobnego dylematu, więc operacja itd.... Leczenie J-131 nie zawsze musi być wykonywane natychmiast po operacji, wszystko zależy od wyników.
Ja miałam skorupiaka brodawkowato-pęcherzykowego GIII z ogniskami angioinwazji, a leczniczy jod dostałam przeszło rok po operacji i już 15 lat jest ok. Natomiast jeśli guz jest ograniczony tylko do tarczycy, to usuwana jest cała tarczyca, a nie sam guz, wiec duża szansa, że nie będzie cięcia przy guzie (ja miałam usuwany najpierw sam guz, w trakcie operacji robione badanie hispat i wycinaną całą tarczycę).
Żeby z dzieckiem było wszystko dobrze musisz bardzo pilnować się z hormonami po usunięciu tarczycy, to jest podstawa. Spotkałam kilka kobiet, które rodziły nie mając tarczycy i nie było problemów z dziećmi.
Trudna decyzja, ale bezpieczniej nie czekać ze skorupiakiem, bo właśnie teraz ma się co rozsiewać.
Pozdrawiam Cię / Was :) serdecznie, trzymam kciuki za dobrą decyzję.

Krystyna
 
DumSpiro-Spero 
Administrator



Dołączyła: 19 Sty 2009
Posty: 7455
Pomogła: 3498 razy


 #7  Wysłany: 2010-05-06, 19:05  


ludziki napisał/a:
w mojej tarczycy zagnieździł się rak brodawkowaty.
Rokowania jak mówią lekarze - niezłe. Najpierw operacja całkowitego usunięcia tarczycy, potem terapia radiojodem.

Zacznijmy więc od ustalenia istotnych spraw. Jest to rak brodawkowaty, a więc zróżnicowany (rozpoznanie potwierdzone biopsją?). Czy wykonano dotąd (i jakie) badania obrazowe, które pozwoliły wstępnie ustalić jaki jest stopień zaawansowania choroby? Jakiej wielkości jest guz/ek? Czy guz ograniczony jest do gruczołu tarczowego czy też nacieka jego torebkę? Czy stwierdzono powiększenie regionalnych węzłów chłonnych i podejrzewa się istnienie przerzutów?

ludziki napisał/a:
Problemem jest, że mam jeszcze jednego cudownego towarzysza - małego ludzika, w 13. tygodniu ciąży. Lekarze chcą operować za kilka tygodni

Standardem jest najpierw ocena stopnia zaawansowania choroby.
Co do etapu ciąży: w I trymestrze zabieg może być powikłany poronieniem. W II trymestrze operuje się. Zabieg w III trymestrze może wiązać się z przedwczesnym wywołaniem porodu - zazwyczaj więc czeka się do rozwiązania (i często ciążę zakańcza wcześniej cesarskim cięciem).
Można rozważyć leczenie operacyjne dopiero po ukończeniu ciąży w przypadku: wysokozróżnicowanego raka tarczycy gdy choroba jest w początkowym stadium.
(tu problemem ponadto jest fakt, że ciąża jest stosunkowo wczesna, a więc do jej ukończenia zostało sporo czasu).

ludziki napisał/a:
chirurg wprost powiedział, że z powodu wahań hormonów dziecko może mieć rozmaite uszkodzenia.

O tym powinnaś porozmawiać z onkologiem-endokrynologiem i/lub ginekologiem-endokrynologiem. Z tego co mi wiadomo, u kobiet w ciąży przeprowadza się tyreoidektomię oraz leczenie L-tyroksyną dbając o właściwe stężenie FT4 i nie jest to postępowanie, które skazuje płód na uszkodzenia.
Owszem, pewnie ryzyko istnieje (jak i u innych ciężarnych z niedoczynnością), ale nic tu nie jest na tyle oczywiste by w/w postępowanie było przeciwwskazane.
Onkolog-endokrynolog i/lub ginekolog-endokrynolog powinni wyczerpująco odpowiedzieć na Twoje pytania, określając stopień ryzyka.
Jednocześnie powinnaś mieć świadomość ryzyka jakie niesie za sobą nie poddanie się operacji.

ludziki napisał/a:
Matka zawsze będzie chronić dziecko, nie da się ukryć.

Pamiętaj również o tym dziecku, które już jest.. Lecząc się - chronisz je. Przed przedwczesną utratą matki i wielkim cierpieniem.

ludziki napisał/a:
Ale jak sobie pomyślę, że mnie i tak zabraknie wkrótce, czy się będę leczyć czy nie

Tego nie rozumiem? Czy się będziesz leczyć, czy nie?..
To nieporozumienie.

ludziki napisał/a:
guz ruszony przy operacji może dać przerzuty

Znów nie pojmuję - guz w czasie operacji ma zostać ruszony (i co to oznacza?) czy wycięty?
Na pewno w każdym razie może dać przerzuty guz, który nie zostanie zoperowany.

ludziki napisał/a:
węzłów chłonnych już nie będzie do obrony

Węzły chłonne nie chronią przed rakiem. Za to są ulubionym miejscem przerzutów brodawkowatego raka tarczycy.

ludziki, zmień swój tok myślenia! Przynajmniej w kwestii samego raka.
Twoja choroba jest chorobą całkowicie wyleczalną. Niestety do czasu.

Napisz proszę jakie jest zaawansowanie choroby. To bowiem powinno mieć spore znaczenie dla podjęcia przez Ciebie jakiejkolwiek decyzji - o ile taką opcję rozważamy.
_________________
pozdrawiam, DSS.
 
ludziki 


Dołączyła: 01 Maj 2010
Posty: 6

 #8  Wysłany: 2010-05-08, 10:35  


krysiekn - dzięki za słowa otuchy :)

DumSpiro-Spero - rozpoznanie potwierdzono biopsją, w wyniku nic nie ma ani o naciekach, ani o węzłach chłonnych. Nie wiadomo, jak szybko rozwija się nowotwór, od znalezienia guza minęło niecałe 2 tygodnie. Ale jego wielkość - 20x14x9 mm sugeruje, że to zmiana od co najmniej 5 lat, wg dostępnych danych rośnie on wolno. Sama operacja nie stanowi problemu, istotą sprawy jest - co potem, co z dzieckiem - to jest dla mnie najważniejsze. A na to pytanie lekarze milczą robiąc głupie miny, niestety... Przy pytaniu o konkrety - szansa na zdrowe dziecko jest nikła, jeśli się teraz zoperuję.
Świadomość ryzyka mam - w mojej rodzinie nie umiera się na nic innego niż rak. Niezależnie od tego czy chory niszczył się operacjami, naświetlaniami i chemiami w nadziei na dłuższe przeżycie, czy wybrał naturalny bieg choroby, nie dawało to więcej niż 2 lata i 9 miesięcy. Stąd i ja sobie tyle daję w maksymalnym wymiarze, dlatego też rozważam czy w ogóle się leczyć, a może przeżyć te lata z rodziną, ciesząc się dziećmi i mężem.
Rozpisałam się, ale poczułam się maksymalnie atakowana, stąd i moja nadmierna reakcja. Pomogło mi to jednak zrozumieć, co jest dla mnie ważne w podejmowaniu tej decyzji i za to bardzo dziękuję, nikt dotąd mi tego tak dosadnie nie uświadomił, że myślałam tylko o sobie. Ani lekarze, ani rodzina.

Pozdrawiam
Ania
 
DumSpiro-Spero 
Administrator



Dołączyła: 19 Sty 2009
Posty: 7455
Pomogła: 3498 razy


 #9  Wysłany: 2010-05-08, 15:46  


ludziki,

kierujesz się emocjami - jednak w tej sytuacji to zrozumiałe.
Myślę jednak, że skoro szukasz porady na medycznym forum onkologicznym - zależy Ci również na argumentach racjonalnych. Decyzję i tak podejmiesz sama.

Nikt Cię nie atakuje - trzeba by było być złym człowiekiem by mieć to na celu. Ja najchętniej przytuliłabym Ciebie, Twojego maluszka i Twój brzuszek. Sama mam 3 malutkich dzieci (wszyscy to chłopcy.. :roll: ) i jestem przewlekle chora. Nie jest to rak, niemniej jednak jakieś 3,5 roku temu oświadczono mi, że dane statystyczne dotyczące mojego rzadkiego schorzenia autoimmunologicznego wróżą mi jakieś 6 lat życia.
Myślę, że operowano wtedy danymi nieco 'przeterminowanymi' 8-) , niemniej jednak nie wiem jak będzie i również - jak i Ty - przeszłam chwile, w których płakałam z żalu, że nie zobaczę jak moje dzieci dorastają..

Jeśli zapis "Pamiętaj również o tym dziecku, które już jest.. Lecząc się - chronisz je. Przed przedwczesną utratą matki i wielkim cierpieniem." potraktowałaś jako radę by nie myśleć o sobie - to nie zrozumiałyśmy się. Wiem, że o sobie nie myślisz. Wiem, że uwaga Twoja jest skupiona na dzieciach - na tym, które jest i na tym jeszcze nie narodzonym. Okrutny los sprawia, że decyzja, którą podejmiesz może być bardziej 'na korzyść' jednego lub drugiego dziecka. Nie podejmując leczenia - chronisz dziecko nie narodzone przed powikłaniami leczenia. Podejmując leczenie - chronisz dziecko, które już z Tobą jest, przed utratą mamy.
mam nadzieję, że teraz mnie rozumiesz..

Brodawkowaty rak tarczycy, jeśli nie doszło do rozsiewu do narządów odległych, rokuje bardzo, bardzo dobrze. Ogółem 85% chorych leczonych żyje przez 10 lat (i dłużej - po prostu monitorowano ich dla celów statystycznych przez ten właśnie okres).
Jeśli rak ograniczony jest do gruczołu tarczowego - wyleczenia sięgają 90-95%.
Kilkadziesiąt % chorych z przerzutami do narządów odległych osiąga przeżycie 5-letnie (i dłużej).
Dla porównania: przeżycia (ogółem!) 5-letnie w raku trzustki sięgają 3-5%. W glejaku wielopostaciowym mózgu przeżyć 5-letnich nie obserwuje się.
Nie można więc porównywać porównywać 'raka' do 'raka'. Każdy z nich wywodzi się z innego narządu i cechują go zupełnie inne cechy biologiczne. Różnice w rokowaniu i szansie na wyleczenie są ogromne!

Kochana Aniu, uwierz - że nie dotyczy Cię prognoza 3-letniego przeżycia. Masz szansę na dłuuugie i normalne życie, jak i inni ludzie nie obciążeni piętnem śmiertelnej choroby.
Niezależnie od tego co postanowisz - bardzo bym chciała byś przyjęła powyższy sposób myślenia. Nie jesteś skazana na to, by żegnać się ze swoimi dziećmi, zanim one dorosną.

Jeśli zbierzesz siły i będziesz chciała dalej rozmawiać - daj znać. Ja ze swojej strony mogę zaoferować uzyskanie opinii na poruszony przez Ciebie temat od odpowiednich autorytetów medycznych. Opinii oraz statystyk - dotyczących wad rozwojowych u płodu na skutek leczenia onkologicznego matki (konkretnie w przypadku tyreoidektomii).
Przytulam mocno i proszę - nie gniewaj się już .. _littleflower_ i główka do góry!
_________________
pozdrawiam, DSS.
 
Pablo 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 14 Kwi 2010
Posty: 289
Skąd: Kraków
Pomógł: 154 razy

 #10  Wysłany: 2010-05-08, 22:17  


ludziki - słuchaj (a raczej czytaj) co mówi DumSpiro-Spero, bo "dobrze gada". Podpisuję się dwoma rękami.
Też mam raka tarczycy (RRT :-( ) i kochanego dzieciaczaka - ale trzeba walczyć.
Oczywiście nie porównuje naszych sytuacji, bo nie da sie tego uczynić, ale chcę Cię przekonać byś spróbowała spojrzeć, na to wszystko co Cię spotkało, bardziej optymistycznie.
I pamietaj co mówił Simonton: "Negatywizm jest łatwy, natomiast utrzymanie nadzieji wymaga kreatywności i siły".
Wierzę, że tej kreatywności i siły Ci nie zabraknie!
Trzymaj się dzielnie.
Pozdrawiam cieplutko.
_________________
Pablo
www.raktarczycy.blogspot.com
 
krysiekn 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 16 Paź 2009
Posty: 315
Pomogła: 56 razy

 #11  Wysłany: 2010-05-18, 20:59  


ludziki,
Aniu, daj znać co u Ciebie?
Jaki miałaś wynik USG, czy węzły chłonne były czyste?

Pozdrawiam Cię serdecznie
Krystyna :)
 
ludziki 


Dołączyła: 01 Maj 2010
Posty: 6

 #12  Wysłany: 2010-05-19, 12:01  


Trochę mnie tu nie było, miałam dużo spraw do przemyślenia...

Dziękuję za wypowiedzi, ile osób, tyle zdań. Potrzebuję wszystkich możliwych opinii, wiedza mnie uspokaja, czy to medyczna, czy po prostu z doświadczeń innych, którzy to przeszli.
Mnie to wszystko przybliża do niepopularnej medycznie decyzji, żeby zaczekać i badać się regularnie, żeby wiedzieć, co i jak dla siebie, urodzić normalnie, a potem zrobić pełną diagnostykę, której teraz zrobić nie można i najwyżej się leczyć, jeśli jeszcze rokowanie będzie w miarę pomyślne.

Usg bez zmian, guz mniejszy, myślę, że raczej nierówno zmierzony za pierwszym razem, w opisie określony jako "stabilny". Zresztą w ciąży potrafi się zmniejszyć, jak się dowiedziałam.
Węzły chłonne powiększone, ale ponieważ stale choruję, jak to w ciąży, to nie ma się co dziwić, organizm próbuje się bronić.

Bardzo dziękuję za wszystko, potrzebowałam i słów otuchy, i medycznych faktów.
Jesteście kochani :) będę walczyć :trtd: , jak potrafię, na pewno jeszcze nie raz tu zajrzę i dam znaki, co się dzieje! I mam nadzieję, że wszystkich zaskoczę, o takim, uśmiechem :mrgreen:
 
Pablo 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 14 Kwi 2010
Posty: 289
Skąd: Kraków
Pomógł: 154 razy

 #13  Wysłany: 2010-05-19, 21:18  


Mnie uśmiechem nie zaskoczysz, ja po prostu jestem przekonany, że się uśmiechniesz - inaczej być nie może. :mrgreen:
A co do informacji medycznych to na zjeździe w Zakopanem ma być też poruszany problem terapii w trakcie ciąży; tu znajdziesz streszczenia wszystkich konferencji: http://www.raktarczycy.ed...zczenia_www.pdf
Pozdrawiam Was cieplutko!
_________________
Pablo
www.raktarczycy.blogspot.com
 
ludziki 


Dołączyła: 01 Maj 2010
Posty: 6

 #14  Wysłany: 2010-05-22, 13:14  


Dzięki Pablo, będę wiedziała, o co konkretnie męczyć doktorów, bo mówili, że się tam wybierają :)
 
miree 


Dołączył: 14 Lip 2010
Posty: 1

 #15  Wysłany: 2010-07-14, 11:55  


Ludziki
- moja żona jest w podobnej sytuacji do twojej - proszę napisz co zdecydowałaś
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group