Link do strony z możliwością wsparcia forum:

https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Znalezionych wyników: 63
DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Wszystko co żyje..
Liszka

Odpowiedzi: 69
Wyświetleń: 31564

PostDział: Opieka paliatywna   Wysłany: 2020-08-29, 21:49   Temat: Wszystko co żyje..
Dojrzewają znowu maliny pod oknem mojej sypialni, tej samej, w której leżała moja umierająca Mama. Róża Jasmina, przepiękna, pochyla się nad nimi swoimi pięknymi kwiatami. Trzy lata i osiem miesięcy, tyle właśnie minęło od jej śmierci. Tyle czasu potrzebowałam, aby myśląc o Mamie nie czuć tego okropnego ucisku w żołądku. Czułam się tak, jakby tam właśnie, umiejscowił się jakiś straszliwy stwór, wyciągający macki w różnych kierunkach mojego ciała. Miałam wrażenie, że wędruje w różne miejsca i wszędzie zaciska łapska. Ale to mija, nie porzucajcie nadziei, to mija. Długo nie wierzyłam, że znowu poczuję się lekka, beztroska a jednak tak się stało. Mimo pandemii, izolacji na którą skazuje mnie grupa ryzyka, pracuję i żyję. Od kilku miesięcy czuję prawdziwą radość myśląc o Mamie. Podziwiam jej odwagę, którą wykazała się po usłyszeniu diagnozy, podziwiam jej konsekwencję w realizowaniu swojego planu odchodzenia i wreszcie wróciły dobre wspomnienia. Kiedy zamykam oczy nie widzę jej już tylko chorej, częściej widzę ją taką, jaka była gdy dopisywało jej zdrowie, jak mówiła lub robiła coś, co było zabawne. Jestem taka wdzięczna za to, że to właśnie ona była i jest moją Mamą, że mogłyśmy się spotkać, że tyle sobie przekazałyśmy. To była cudowna podróż, naprawdę.

Piszę to wszytko po tak długim czasie bo wiem, że jest tu wiele osób, które tak jak jeszcze niedawno ja, tkwią w tej burej wacie, które zamykając oczy i widzą pod powiekami umierających bliskich, które boją się, że z tym właśnie obrazem pozostaną. Tak nie będzie, nie będzie. Musicie tylko uwierzyć i chcieć żyć dalej. Ci którzy naprawdę Was kochają a odchodzą, lub odeszli, nie chcieliby zostawić po sobie tylko traumę, zapach śmierci i łzy. Przecież Was kochali. Dacie sobie radę, warto jest sobie dać radę, życie jest tego warte, tego zachodu, wysiłku, wygrzebywania się z tej szczeliny rozpaczy. Dopóki więc możecie żyć - po prostu żyjcie, reszta przyjdzie z czasem.
  Temat: Wszystko co żyje..
Liszka

Odpowiedzi: 69
Wyświetleń: 31564

PostDział: Opieka paliatywna   Wysłany: 2020-01-03, 22:07   Temat: Wszystko co żyje..
"Śpiewam o tobie co dzień długo w noc...

A gdy nad ranem zasnę,

Mam w śnie swym słońce i radość, i moc,

I twoje oczy jasne...

Lecz gdy się zbudzę, nie widzę twych rąk,

Co pierś mi chcą ogrzewać...

I wiecznie muszę żyć tak sama wśród mąk,

Bym mogła o tobie Kochana śpiewać... "

Świat żyje, a ja żyję w nim. Tyle w nim radości i kolorów, tak bardzo można się nim zachwycać i równie mocno nad nim płakać. Jest inny niż 4 lata temu i mimo, że bywa piękny, nie jest już taki.... nie jest. Kocham do końca świata, do ostatniej chwili i jeszcze dłużej....
  Temat: tak tu jeszcze sobie z wami posiedzę...
Liszka

Odpowiedzi: 36
Wyświetleń: 8107

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2019-02-28, 19:49   Temat: tak tu jeszcze sobie z wami posiedzę...
Dobry wieczór Basiu, wejdź biedny wróbelku.

Przeczytałam wszystko dziewczyny - nie jestem mądra, wszystkie jesteśmy mądre, ja jestem tylko trochę już stara chyba...
  Temat: tak tu jeszcze sobie z wami posiedzę...
Liszka

Odpowiedzi: 36
Wyświetleń: 8107

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2019-02-23, 21:32   Temat: tak tu jeszcze sobie z wami posiedzę...
Emes, czuję się lepiej, ale tak jak napisałam, czuję się lepiej bo tak wybrałam. Staram się skupiać na tym, co jest dla mnie radością, na rozwijaniu pasji, na świetnych relacjach z córką.

Ale mimo upływu dwóch lat, budzę się czasem rano i przed oczyma mam obrazy ostatnich chwil mojej Mamy. Jeszcze rok temu pozwalałam, żeby mnie zalewały. Odtwarzałam je jeszcze raz i jeszcze raz, dopiero wtedy dowiedziałam się jak naprawdę wygląda zespół stresu pourazowego. Dzisiaj po prostu nie pozwalam sobie na to, żeby te obrazy mnie dręczyły.

Nie wiem, może takie kurczowe trzymanie się tych bolesnych wspomnień jest jakby rodzajem kontaktu z osobą, która odeszła. może trzymałam się tego w obawie, że coś utracę, że utracę Mamę do końca jeśli przestanę cierpieć, zupełnie jakby ból był taką ostatnią nicią, która mnie z nią łączyła.

I ten ból we mnie nadal jest, ale w pewien sposób wchłonęłam go i przestał mnie paraliżować. Nauczyłam się z nim walczyć, a przynajmniej taką mam nadzieję. W każdym razie jest mi łatwiej, nie mam już tylu depresyjnych dni, one się zdarzają, ale nie są już stanem powszednim. Dużo rzeczy sprawia mi znowu radość. Mogę też przyjść tutaj i napisać te wszystkie bzdury, które nawet jeśli ktoś przeczyta, to najwyżej machnie ręką, ale mnie nie krytykuje, nie deprymuje. Dzięki tym odwiedzinom jestem w stanie wyartykułować to co mi się tam w głowie dzieje, to też jest bardzo istotne.

Ale prawdą jest także, że zanim dotarłam do tego momentu, stałam się mistrzem udawania ;) Do perfekcji opanowałam nawet udawanie dobrego nastroju. Nie chciałam chyba żeby moi bliscy zbyt się o mnie martwili. Moja córka dzwoniła do mnie kilka razy dziennie, była nadzwyczajna. Ale nie tylko w tym momencie była nadzwyczajna: to właśnie ona i ja czuwałyśmy przy Mamie, kiedy umierała. Potrafiła też przyjechać rano w dniu operacji swojej babci i wyjechać wieczorem, żeby następnego dnia iść do pracy. Właściwie, to cały czas odkrywam jak bardzo ją podziwiam, jak bardzo jestem z niej dumna, sprowadziłam na świat takiego świetnego człowieka. To też mnie pcha do przodu, nie mogę być taką idiotką i pogrążać się tylko w rozpaczy - przecież to jest nasz czas, nasze lata, chcę je wykorzystać. Mamy nie ma i to straszne, ale przecież żyła wtedy, kiedy mnie nie było. Teraz ja mogę żyć w czasie, kiedy jej nie ma tutaj. Mogę i chcę, więc pracuję ile się da nad tym wszystkim.

No dobra, dość tego ględzenia, podsumowując: Dasz radę. Znakomita większość ludzi jest w stanie się z tym uporać. Nie my pierwsze i nie ostatnie. W razie czego pisz, ja rzadko się odzywam, ale czytam prawie wszystko ;)
  Temat: Mamo jestem z Tobą....
Liszka

Odpowiedzi: 173
Wyświetleń: 71926

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2019-02-20, 20:22   Temat: Mamo jestem z Tobą....
Fantastycznie łezko !yes!yes!
  Temat: tak tu jeszcze sobie z wami posiedzę...
Liszka

Odpowiedzi: 36
Wyświetleń: 8107

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2019-02-20, 18:20   Temat: tak tu jeszcze sobie z wami posiedzę...
Reszka, dobrze piszesz: Cały ubiegły rok moje zdrowie naprawdę mocno szwankowało. Odwiedziłam trzech kardiologów, bo arytmię miałam taką, że nie wiedziałam co z nią robić. Ciśnienie mi skakało, cukier znacznie ponad normę. I wtedy właśnie, kiedy już było bardzo źle, doszłam do wniosku, że ja jednak żyję, że tak okropnie, egoistycznie, egocentrycznie - żyję! Przetrwałam, wytrzymałam i naprawdę zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby mojej Mamie było lepiej. Nie wiem czy mogłam coś zrobić lepiej, choć podejrzewam, że na pewno. Dzisiaj nie ma to jednak żadnego znaczenia bo i tak już nic nie zmienię. Zresztą, takie pytanie stawia sobie pewnie co druga osoba na tym forum. Ale do licha, nie ma sensu pogrążać się w rozpaczy patrząc do tyłu. To JUŻ było, a teraz jest tu, a jutro będzie jeszcze inaczej. Kiedy więc ogarnia mnie znowu ta okropna pustka, to myślę o niej jak Scalet O'Hara: "pomyślę o tym jutro, dzisiaj nie mam siły". I to w jakiś zadziwiający sposób pomaga. Po prostu odsuwam od siebie to okropne uczucie, bronię się przed nim. Sprawiam sobie drobne przyjemności, na przykład nie idę do pracy przez jeden dzień i wyleguję się w łóżku czytając, gotuję sobie coś zakazanego (ale w granicach rozsądku) a kilka dni temu kupiłam sobie Phalaenopsis Penang Violacea Alba i teraz będę czekała niecierpliwie aż wypuści pęd kwiatowy a potem zakwitnie - będę go pewnie wąchała bez końca. Krótko mówiąc, dbam o siebie tak, jakbym dbała o kogoś naprawdę kochanego. Jest inaczej niż było, na pewno tak pięknie już nie będzie, ale bywają momenty, do których można się uśmiechnąć.

[ Dodano: 2019-02-20, 18:24 ]
btw poczytałam o tych synestetykach, o jak się ucieszyłam - czyli może całkiem normalna nie jestem, ale nienormalna też nie ;) Super! W każdym razie ucieszyłam się, że jak słyszę "Światło Księżyca" to te jagodowe esy floresy, które do tej pory mnie wkurzały, są całkiem ok. Uff :)
  Temat: Ważny składnik diety antyrakowej, o którym za mało się mówi
Liszka

Odpowiedzi: 41
Wyświetleń: 11536

PostDział: Wspomaganie konwencjonalnego leczenia onkologicznego   Wysłany: 2019-02-18, 22:42   Temat: Ważny składnik diety antyrakowej, o którym za mało się mówi
gaba napisał/a:
Z mojego doświadczenia wynika że rzeczywiście przez prawie pierwszy rok prawie każda ilość wejdzie i bardzo powoli rośnie poziom we krwi, ale następuje moment wysycenia i np teraz od 3 lat biorę tylko 1000 j i to wystarcza. Ile kto potrzebuje to tylko można ustalić robiąc badania a i tak trzeba co jakiś czas sprawdzać.


A to bardzo cenna uwaga, na pewno wykorzystam tę wiedzę.

Gaba, przeczytałam Twój wątek i jestem wstrząśnięta, bardzo. A odnośnie witaminy D3 - nie mam złudzeń co do tego, że to nie jest panaceum, ale jeśli opóźni, lub spowolni rozwój raka, to już jest coś. Jeśli nawet będzie tylko jednym z korzystnych czynników, to już ją lubię. Mnie dodała sporo energii.
  Temat: Ważny składnik diety antyrakowej, o którym za mało się mówi
Liszka

Odpowiedzi: 41
Wyświetleń: 11536

PostDział: Wspomaganie konwencjonalnego leczenia onkologicznego   Wysłany: 2019-02-17, 22:16   Temat: Ważny składnik diety antyrakowej, o którym za mało się mówi
Armands, dziękuję za ten post. Nie mam wielkiego doświadczenia, bo nie jestem chora onkologicznie, a przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo, jednakże, z uwagi na Hashimoto, dostałam zalecenie od endokrynologa (po oznaczeniu D3 - 25 ng/ml), abym zaczęła suplementację i to od razu w wysokości 5000 UI. Tak, jak napisałam, po 3 miesiącach ledwo przekroczyłam 32 ng/ml. Ale nawet taka zmiana spowodowała, że ani na jesieni ubiegłego roku, ani w tym roku, nie złapałam nawet kataru, a z uwagi na warunki w jakich pracuję (jestem nauczycielem i "zasmarkańców" mam pod dostatkiem), każdego roku łapałam coś raz, dwa razy.

Zaczęłam temat drążyć i nie będę się dalej wymądrzać, ale moim zdaniem, w naszym klimacie suplementacja witaminy D3 jest chyba rozsądnym działaniem, choć uważam, że 2000 to jednak za mało nawet profilaktycznie.
Jeśli już decydujemy się na zrobienie zwykłej morfologii raz w roku, to co stoi na przeszkodzie, aby dodatkowo oznaczyć wysokość witaminy D3 i zamiast celować jak ślepy na strzelnicy, dobrać precyzyjną dawkę, która nam nie zaszkodzi, a faktycznie coś zmieni w naszym organizmie. Przyznam szczerze, że ja zawsze od razu proszę o oznaczenie potasu i sodu także.
  Temat: tak tu jeszcze sobie z wami posiedzę...
Liszka

Odpowiedzi: 36
Wyświetleń: 8107

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2019-02-15, 08:38   Temat: tak tu jeszcze sobie z wami posiedzę...
emes napisał/a:
I pomyśleć tylko, że ja - twardo stąpająca po ziemi realistka - dopatruję się znaczenia w każdym śnie, marzę żeby tata dał jakikolwiek znak...


Czasami zdarza się jeszcze dziwniej, ja moją Mamę widzę w muzyce i to dopiero jest jazda... Pewne fragmenty pewnych utworów niemal materializują mi jej energię, ale nie dziwi mnie to tak bardzo - jestem "słuchowcem" i od lat wprawiałam w zdumienie ludzi twierdząc jako dziecko, że muzyka ma kolory. Wiem, że to brzmi głupio, ale tak to jakoś czuję czasami (zielono-limonkowy "widzę" najbardziej).

[ Dodano: 2019-02-15, 08:38 ]
Ale poza tym, jestem całkiem normalna ;)
  Temat: smutek w ogrodzie
Liszka

Odpowiedzi: 3
Wyświetleń: 2560

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2019-02-14, 19:23   Temat: smutek w ogrodzie
Dzięki dziewczyny kochane, czekajmy na wiosnę.
  Temat: smutek w ogrodzie
Liszka

Odpowiedzi: 3
Wyświetleń: 2560

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2019-02-13, 21:58   Temat: smutek w ogrodzie
Tak sobie dziś pomyślałam, wyglądając przez okno na ogród, że życie bez żałoby jest jak pielęgnowanie ogrodu bez skazy. Wszystko rośnie w nim tak bez wysiłku, kwitnie pięknie i obficie, podlewa się w sposób naturalny i nie walczy ze szkodnikami.

A potem nagle, jak grzyb lub robactwo, pojawia się w tym ogrodzie smutek. Zalewa cały ogród, wszystko schnie lub gnije, ziemia pachnie paskudnie, deszczu jest za dużo lub za mało.

Potrzeba wielkiego wysiłku i prawdziwej determinacji, aby zacząć zabierać smutkowi kolejne fragmenty ogrodu. Trzeba odgarniać martwe rośliny i wyrywać chwasty, aby spod tego popiołu i cuchnącej mazi, wydobywać znowu na światło iskierki radości, które sprawią, że raz jeszcze, choć już inaczej, w pełnej świadomości kruchości życia i kruchości jego piękna, jego przemijalności, zachwycić się kolejną wiosną.

Mój "ogród" nie wygląda już tak tragicznie, jak rok temu, zagoniłam smutek gdzieś w kąt, ale wiem, że tam jest, że czai się czekając na chwilę mojej nieuwagi, na chwilowe lenistwo, na przekonanie, że już nad nim zapanowałam. Nie wiedziałam, że to będzie taka ciężka praca - upilnować go, żeby nie wyłaził i nie zalewał mi moich roślin. Potrzebny mi jakiś porządny smutkocyd.

[ Komentarz dodany przez Moderatora: marzena66: 2019-02-14, 13:06 ]
:tull:
  Temat: Ważny składnik diety antyrakowej, o którym za mało się mówi
Liszka

Odpowiedzi: 41
Wyświetleń: 11536

PostDział: Wspomaganie konwencjonalnego leczenia onkologicznego   Wysłany: 2019-02-08, 23:26   Temat: Ważny składnik diety antyrakowej, o którym za mało się mówi
a.kotylak napisał/a:
dawka 800-2000 jm/dobę zdecydowanie wystarczy. Pozdrawiam !


Nie jestem pewna, to taka dawka pod tytułem "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek" ;) Przeraziłam się, kiedy moje endokrynolog zaleciła mi dawkę 5000j/dobę, byłam pewna, że mnie otruje ;) Co miesiąc oznaczam ilość tej witaminy w moim organizmie i po 3 miesiącach takiego dawkowania ledwo przekroczyłam dolny poziom normy. Mamy zdecydowanie za mało witaminy D3 a odgrywa istotną rolę w funkcjonowaniu układu odpornościowego.

BTW ostatnio w aptece dowiedziałam się, że istnieje witamina D3, którą bierze się raz w miesiącu (jakaś bardzo wysoka dawka), ale jak to może skutecznie działać?
  Temat: DRP mojej drugiej połowy
Liszka

Odpowiedzi: 139
Wyświetleń: 37807

PostDział: Nowotwory płuca i opłucnej   Wysłany: 2019-01-28, 22:05   Temat: DRP mojej drugiej połowy
Kasiu, bardzo mi przykro ::rose::
  Temat: I znowu Bóg się rodzi... a Ich nie ma z nami
Liszka

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 3325

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2018-12-25, 21:19   Temat: I znowu Bóg się rodzi... a Ich nie ma z nami
_itsme_ Powolutku Ewo, powolutku
  Temat: I znowu Bóg się rodzi... a Ich nie ma z nami
Liszka

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 3325

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2018-12-22, 19:41   Temat: I znowu Bóg się rodzi... a Ich nie ma z nami
Ewo, życzę Ci, abyś z tych dwóch, życia i śmierci, wybrała w tym roku życie. Święta nadal są piękne, i "nadzieja znów wstąpi w nas, nieobecnych pojawią się cienie. Uwierzymy kolejny raz w jeszcze jedno Boże Narodzenie". Uwierz i uśmiechnij się do wspomnień. Miałaś kochających rodziców, nadal ich masz, są w Tobie.

Straciłam Mamę dwa lata temu, ojca 4 lata temu. Jeszcze nie dawno trzymałam się bólu po stracie jak jedynej rzeczy, która mi po nich została, zwłaszcza po Mamie. Ale nie chcę już bólu, chcę żyć dalej, choć więc sobie trochę pochlipałam przy kolędach, to jednak wybieram życie, póki jeszcze trwa..
 
Strona 1 z 5
Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group