1. Link do strony z możliwością wsparcia forum:
https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

2. Konta nowych użytkowników są aktywowane przez Administrację
(linki aktywacyjne nie działają) - zwykle w ciągu ok. 24 ÷ 48 h.

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Znalezionych wyników: 151
DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 136
Wyświetleń: 40429

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-09-21, 20:24   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Witajcie,

nie chcę zapeszać, ale mama jest już po 2-giej chemii i znosi ja nieźle. Ct było, ale jej lekarka powiedziała, że to nie ona je zleciła, więc nie ona o tym zadecydowała i wobec tego nie powinna nam powiedzieć "nie róbcie". Zatem z kontekstu, to gdyby ona miała decydować, to by darowała. I tak opis jest do poprawy, muszę jechać do pracowni, bo ktoś patrzył i nie wiedział na co:(. Dla mnie wynika z niego, że mógł się robić jakiś nowy przerzut, bo jest słabo wzmacniająca się zmiana, ale została opisana jako guz który sam się mega zmniejszył, co nie jest możliwe, bo został wycięty. Egh...

Mama będzie miała też zakładany port. Trochę jej to zaoszczędzi przynajmniej cierpienia przy zakładaniu dróg.

Mama nie wymiotuje obecnie po chemii a tego się ostatnio bałam. Pojawił się ból kręgosłupa w odcinku piersiowym. Czy to się zdarza przy chemii? (karboplatyna). Czy to raczej zwyrodnieniowy ból?

Pozdrawiam Was serdecznie,L.
  Temat: Rak o nieznanym punkcie wyjścia - C80
Litania

Odpowiedzi: 145
Wyświetleń: 46879

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-08-12, 22:08   Temat: Rak o nieznanym punkcie wyjścia - C80
Gaba!

A co u Ciebie? Też widzę coraz więcej podobieństw przypadku mojej mamy do Twojego przypadku. W sumie...to nawet okazuje się, że też mamy raka o nieustalonym punkcie wyjścia. Nie wiem tylko...zastanawiam się...co oznacza to różnica w barwieniach? Że to inny rak (niż mama miała 2 lata temu) Że może rak zmutował? Albo na innym etapie wzrostu jest analizowany i stąd ta rozbieżność? Czy może o wyniku barwienia decyduje ludzkie oko i może być subiektywny? Za dużo pytań. Ale na pewno też się nad tym zastanawiałaś. Może znasz odpowiedź?

Zdrowia.L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 136
Wyświetleń: 40429

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-08-12, 21:59   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Kochani!

Mama mogłaby mieć jutro ct a we wtorek być przyjęta na chemie. Ale jak usłyszała, że to już w przyszłym tygodniu, to poprosiła aby to przesunąć. Bo czuje się za słaba, głównie fizycznie. Czekam zatem na telefon od koordynatora, bo poprosiłyśmy o przesunięcie wszystkiego o tydzień.

Zresztą jak dla mnie to ct, to sztuka dla sztuki, wolałabym aby go nie było, ale osoba decyzyjna będzie dopiero po weekendzie. Bo te nerki są po zastoju moczu, po wielu antybiotykach od połowy maja, po kontraście i po znieczuleniu do operacji. Trochę boję się kolejnego kontrastu. I z taka myślą się obudziłam w środę jak miałam mamie pobrać krew na kreatyninę. A że mama nie była psychicznie gotowa, to tak dalej już samo poszło. Ja rozumiem, że byłoby dobrze aby wiedzieć z czym zaczyna chemię, ale... (...). Nie wiem tylko czy da się ominąć decyzję konsylium:(

Rzeczywiście z powodu tego zespolenia i tego, że dość długo nie mogła za normalnie jeść to mama dopiero od kilku dni czuje się na "wznoszącej" tendencji. Mam nadzieję, że ten tydzień nam nie wyjdzie bokiem. Liczę na to, że się wzmocni i że będzie psychicznie lepiej przygotowana. To też ważne. Mama ma duży apetyt. I na jedzenie i na życie. A jak dobrze wiecie już różnie bywało i z jednym i z drugim.

Mam nadzieję, że koordynator zadzwoni zgodnie z ustaleniami. No i po weekendzie będę rozmawiała z jej onkolog. O możliwości odstąpienia od ct i czy nie należałoby mamie założyć portu. Choć nie upieram się mega na to odstąpienie od ct ani na port. Ale uważam, że lepiej byłoby zrobić jej ct po chemii. Bo jak kontrast popsuje nerki, to chemii nie będzie albo będzie niepełna. A to gorzej. Port pewnie też ma jakieś potencjalne skutki uboczne, choć jak pomyślę o skutkach wynaczynienia chemii, to też mi się nie uśmiecha nawet o tym myśleć.

No nic. Jak wszystko się uda, to chemia zamiast 5 tyg. po operacji będzie 6 tyg. Może tak ma być.

Trzymajcie kciuki:)

Pozdrawiam Was wszystkich, L.

[ Dodano: 2021-08-12, 22:11 ]
Cóż. Piszę, że mama nie jest gotowa fizycznie a później, że psychicznie. Ale jedno i drugie. Wreszcie czuje się odrobinę komfortowo i chyba chce aby ta chwila potrwała choć moment dłużej.
  Temat: Mięśniakomięsak trzonu macicy
Litania

Odpowiedzi: 35
Wyświetleń: 13936

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-08-04, 22:14   Temat: Mięśniakomięsak trzonu macicy
Alicja 1.

Nie pisz na priv,: mamę operował Prof. Andrzej Bieńkiewicz, bardzo dobry, dokładny, ludzki ginekolog-onkolog, mamę leczę w Koperniku w Łodzi. Na zawsze pozostanę Profesorowi wdzięczna za tak makroskopowo doszczętną operacje u mamy. Przyjmuje w Multimedzie w Łodzi na ul. Kopernika (zbieżność, ulica i nazwa szpitala). Koszt wizyty 300zł, ale jak już się na nią umówisz a terminy są szybkie, bo przyjmuje aż 3 popołudnia w tygodniu, to jeśli tylko da się to zoperować, to nie będziesz długo czekała na operacje. Dzięki niemu mama odzyskała duży komfort życia na obecnym etapie. Walcz!

Ściskam mocno,
L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 136
Wyświetleń: 40429

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-08-04, 22:06   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Kochani,

dziękuję za wsparcie, bez Was, jak bez ręki:)

Alicja1: napisz do mnie na priv, nie chcę umieszczać takich informacji na głównym wątku, nie wiem czy to łamie regulamin czy nie, ale mam zasady których przestrzegam:)

Mama czuje się nieźle. Ma na brzuchu coś co wydawało się być przepuklina i tak miałam to przekazane jak była w szpitalu, ale może to jednak tylko krwiak. Nie chce jej ciągać na usg, bo nie jest to warte sprawdzania na ten moment. Sama rana się goi, już tylko pojedyncze strupki zostały, wszystko złapałam jeszcze stripami aby się nie rozjechało.

Przez dłuższy czas po wypisie mama malutko jadła, ale już trochę nadrabia zaległości. Jeszcze jest na diecie półpłynnej. Nerki to przetrwały, głowa ma się nieźle. Ale to zasługa na prawdę mega wysokiego poziomu opieki okołoperacyjnej. Było żywienie pozajelitowe, dotaczanie krwi i nawet nutridrinki w szpitalu - uwierzycie?:)

Dziś przyszła histopatologia, jest sezon urlopowy, więc musiałam długo czekać. Całość jest na 2 strony, bo pobrano łącznie 58 bloków. Powiem Wam, że syf z gilem, jak to się mówi, ale co nam zostało jak nie nadzieja, że i z tego wyjdziemy:

1.Macica: Trzon macicy w dwóch fragmentach o łącznych wymiarach 12x10x8cm. Szyjka o długości 2cm. tarcza o średnicy 2 cm. W trzonie obecny żółtawy guz o wymiarach 9x7x4,5cm, zajmujący całą grubość ściany macicy. Endometrium trudne do uwidocznienia o grubości do 0,2cm.
2.Węzły biodrowe prawe: materiał rozfragmentowany o łącznej średnicy 4,5 cm.
3.Esica z fragmentem odbytnicy z guzem: fragment jelita grubego o długości 12 cm. Do zewnętrznej ściany jelita przylega białawy guz o wymiarach 3,5x2x1cm. Błona śluzowa bez zmian. Guz położony w odległości 2,5 cm od kikuta I i 7 cm od kikuta II. Margines radialny 2cm.
4.Pierscień proksymalny ze staplera okrężnego: pierścień tkankowy o średnicy 2cm.
5.Pierścień dystalny ze staplera okreżnego: pierścień tkankowy o średnicy 1,5 cm, zawierający staplery.

1.Nowotwór nacieka od zewnątrz mięsień macicy, cieśń szyjki oraz przymacicza prawe. tarcza szyjki macicy pokryta nabłonkiem wielowarstwowym płaskim bez cech atypii. endometrium bez cech wydzielania.
2.W 1 z 9 wypreparowanych węzłów chłonnych stwierdza się przerzut raka.
3.Fragment ściany jelita grubego z naciekiem raka. Nowotwór nacieka pod zewnątrz ścianę jelita. Błona śluzowa i podśluzowa o prawidłowej budowie. kikuty jelita bez nacieku raka. Wypreparowano 5 węzłów chłonnych okołojelitowych bez przerzutów raka. Ponadto w tkance tłuszczowej okołojelitowej stwierdza się ognisko nacieku raka na obszarze o maksymalnym wymiarze 1,5 cm nie otoczone tkanką limfatyczną.
4./5. Fragment ściany jelita o prawidłowej budowie.

1./3. Naciek niskozróżnicowanego raka G3 o immunofenotypie (AE1/AE3+, CA 125-, Calretinin-, CD56-, CDX2-, Chromogranin-, Cytokreatin 20-, Cytokreatin 7-, ER-, Ki-67+++, p53-, PAX-8-, Synaptophysin-, WT1-) nie pozwalającym na określenie punktu wyjścia nowotworu.

Tak jakoś Wam wyznam, że w głębi duszy spodziewałam się takiego wyniku, choć po cichu liczyłam że przy takim gigancie to będzie więcej wiadomo niż przy 2mm ostatnio:( Ale...martwi mnie, że niektóre barwienia różnią się wynikiem od tych sprzed 2 lat. Nie wiem, czy to nie oznacza może nieco innego typu raka. Ale to raczej mało prawdopodobne. Nie będę Was czarować, liczę na to, że chemia kopnie go prosto w d...!!! Tuż przed operacją Ca-125: 54.

Oczywiście jeśli onkolog stwierdzi to samo, ale nie wierzę, że będzie inaczej.

Pokazałam mamie ten hist-pat. Powiedziałam jej, że to jest rak o bardzo dużym stopniu złośliwości. Zapytałam wychodząc, czy się zmartwiła, powiedziała że nie, że jest spokojna. Oby tak pozostało.

Więc mamy cię gnojku. Szkoda, że tak się już wygodnie poczułeś w mojej mamie. Szkoda, że nie wiem jak dokładnie się nazywasz. Postawiłam sobie za punkt honoru, że jeszcze na jakiś czas musisz się ewakuować. My zostajemy, ty znikasz. I spróbuj mi podskoczyć!

Liczba leków p. bólowych: 0. Zniknął ból prawej nogi, brzuch nie boli zbytnio.

Trzymajcie kciuki, bo to nadal mega walka.
L.

[ Dodano: 2021-08-04, 22:30 ]
A. I mama jest bez cewnika - udało się udrożnić moczowód.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 136
Wyświetleń: 40429

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-07-13, 21:26   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Witajcie,

wszystko się na ten moment udało. Usunąć obcego, pakiet węzłów biodrowych. Zmiana we wnęce nie była jednak meta. Nic tam nie znaleźli. Mama ma częściową resekcje j. grubego, które zespolono. Rozdzielono zrosty + plastyka przepuklin bez siatki. Teraz trzeba trzymać kciuki za gojenie się rany i aby zespolenie się utrzymało i jelita ruszyły. Kawał dobrej roboty, Panie Profesorze:) Oby tak dalej.

Pozdrawiam Was serdecznie, L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 136
Wyświetleń: 40429

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-07-12, 16:07   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Martyś:)

Dziękuję. Jutro o 10 operacja.
L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 136
Wyświetleń: 40429

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-25, 23:40   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Kochani,

sytuacja jest napięta, ale jeszcze ze światełkiem na końcu tunelu. I dosłownie i w przenośni. Nie mam nawet siły opisywać na ten moment całego procesu, a i wy nie będziecie mieli już siły tego czytać. Ale kiedyś Wam wszystko opowiem. Ilość ludzi-aniołów których codziennie spotykam na swojej drodze wzrusza mnie. Wierzę, że z jakiegoś powodu są przy mnie. Dziękuje.

PET-CT (wnioski): Aktywny metabolicznie guz o charakterze rozrostu złośliwego z rozpadem centralnym, wychodzący lub pozostający w bezpośrednim kontakcie z trzonem macicy. Guz nacieka lewostronnie esicę, uciska pęcherz moczowy, bez ewidentnych cech infiltracji jego ściany oraz dystalną część moczowodu, z wtórnym poszerzeniem części proksymalnej i niewielkim zastojem radioaktywnego moczu w UKM prawym. Aktywne metabolicznie metastatyczne węzły chłonne: we wnęce wątroby oraz pakiet w podziale tętnicy biodrowej wspólnej prawej.

Plan jest szybki, bez denerwowania go biopsją. Ale jeszcze nie wiem, czy wszystko się uda, bo wyglądało to ciut lepiej choćby wczoraj wieczorem. PET z obecnym opisem, to poranna sprawa. Bez urządzenia zasadzki na obcego i jego dwóch mniejszych kompanów on szybko wygra. Mama zna plan. On też go usłyszał. Mam nadzieję, że on się boi. Bo ja nie boje się już niczego.

Bez obławy mama za chwilę będzie miała niedrożność, bo problemy są coraz większe. Zaraz też zamknie to światło moczowodu, najpierw prawego, zapewne później i lewego. Nawet nie dostanie chemii, bo do tego potrzebuje drożny przewód pokarmowy. Moje myślenie przyczynowo-skutkowe sięga dalej, zapewniam Was. Tylko po co o tym pisać. Przecież resztę Wy też umiecie sobie wyobrazić. Ale te myśli wyrzucamy. To nie jest nasz plan. Stop. Przewijamy taśmę do tyłu o cały akapit.

A zatem albo stomia, albo próba zespolenia. Bo o ile da się zrobić ewakuacje, to ten kawałek esicy wypada w pakiecie. I trzeba pozbyć się tych dwóch mniejszych meta. Jeśli zostaną to będzie gorzej, ale na to chemię ewentualnie dostanie. Jak zostanie wszystko, to też można spróbować chemii, ale poza tym, że grozi nam liza guza, to na niewiele się to pewnie zda. Jakby co, to mam pełne wsparcie paliatywne.

Ja wiem, że jesteśmy w dobrych rękach. I robię wszystko aby nie zabrakło żadnych niezbędnych rąk. Proszę Was o modlitwę i ciepłe myśli.

L.
  Temat: Rak jajnika
Litania

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 1549

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-19, 08:54   Temat: Rak jajnika
Amelia,

jeśli mama ma apetyt, to niech je to co jej smakuje. Po operacji aby rana się lepiej goiła dobrze jest jeść produkty z dużą zawartością białka, ale pod warunkiem, że nerki są zdrowe. Żelazo też się przyda (mięso, wątróbka, jaja, pietruszka, sałata itd.). Najlepiej się wchłania w towarzystwie produktów z witaminą C a jego wchłanianie pogarsza np: herbata. Doczytaj. Jest tylko jeden problem:) Za dużo białka i mięsa może spowodować zaparcia, których po operacji nie chcemy. Zatem musisz zadbać o to aby dieta była zróżnicowana. Muszą być zatem i owoce i warzywa. Mama może dostała rozpiskę ze szpitala czym jest dieta lekkostrawna, bo pewne grupy owoców i warzyw, strączki itd. nie są wskazane. Owoce dojrzałe, lub gotowane (są gorsze odżywczo, ale lekkostrawne). Warzywa surowe to na pewno sałata i pomidor, reszta gotowana lub surowa jeśli są dobrze tolerowane (zupy są ekstra). Możesz się wspomóc preparatami wysokokalorycznymi/wysokobiałkowymi. Obecnie "klasyczny" Nutridrink jest tylko 125 ml, a szkoda, bo tego typy preparaty są smaczniejsze w wersji 200ml, zatem polecam kupić np: Resource, Fresubin, Nutricomp itd. Są też w wersji z błonnikiem, jeśli jest tendencja do zaparć. Są też wersje "a la sok", "a la jogurt". Nie kupuj dużo w jednym smaku, bo lepiej "wchodzi" jak jest zmiana smaku:). Ja kiedyś kupiłam białko w proszku (Resource protein) - polecam, można dodawać np: do zup lub kaszy manny. Moja mama nie jest fanką takich posiłków, ale 1 "nutridrinka" zmarudzi w ciągu dnia, dla mnie to zawsze coś (ok. 18 g białka/ 300 lub 400 kcal). Onkolodzy nie zalecają tzw. suplementów (amygdalnia, zioła chińskie itd., bo mogą źle reagować z cytostatykami). Jeśli Was stać, to kupuj najlepszej jakości nieprzetworzone produkty, ekologiczne. Nie musi być ze sklepu eko, bo tam jest niestety najdrożej. Obecnie prawie w każdym markecie kupisz produkty eko. I jeśli ktoś jest sceptyczny czy są eko, to niech spróbuje: skórka owoców eko jest twardsza a miąższ mniej wodnisty. Warzywa czasami mają inny smak (ja np: odkryłam jak smaczny jest seler naciowy eko w porównaniu ze zwykłym). Niech mama je zdrowo i smacznie. No i dobrostan psychiczny i lekki wysiłek: krótki spacer i inna ulubiona aktywność. Musi chodzić, bo nogi są potrzebne aby wstać z łózka i być w miarę samodzielnym. Przy upałach spacery albo wcześnie rano albo późnym wieczorem.

Trzymajcie się! L.

[ Dodano: 2021-06-19, 09:04 ]
Ps: na zaparcia można stosować leki (lactuloza, ale powoduje wzdęcia więc od razu z espumisanem max lub makrogole w niewielkich ilościach, jeśli już zaparcie wystąpi). Jeśli jest konieczność, a w trakcie chemii może taka konieczność być, to można użyć czopek doodbytniczy np: glicerolowy ale od dołu stosujemy "przeczyszczenie" tylko jak jest w końcowym odcinku jelita stolec, bo jak nie to bez sensu - wtedy podajemy coś doustnie. Zaparciom zapobiega picie odpowiedniej ilości płynów. Można też ugotować siemię lniane, odcedzić i dawać ten żel śluzowy do picia. Ale większość leków i nawet to siemię pogarsza wchłanianie, więc najlepiej do zaparć nie dopuszczać jedząc warzywa i owoce (ja mamie gotuje owoce na taki gęsty kompot bez cukru i zostawiam w słoiczku, który zjada przez cały dzień - pomaga jej to na zaparcia). Jelita też lubią jak ich posiadacz spaceruje a nie leży:)
  Temat: Rak jajnika
Litania

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 1549

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-17, 23:07   Temat: Rak jajnika
Amelia,

Gaba już Ci dużo napisała, pytajcie o skierowanie onkologa/chemioterapeutę lub ginekologa, który operował. Każdy z nich może wystawić to skierowanie (przynajmniej tu gdzie mama się leczy wiem, że tak jest, tylko nie mam pewności, czy nie kierują najpierw do poradni genetycznej a dopiero tam robią mutacje, jeśli u Was też tak jest, to to jest czas, bo do genetyka się czeka i na wynik się czeka). Jeśli ma to oddalić chemie, to chyba zdałabym się na lekarzy w tej kwestii. Rak jajnika jak jest obecne wodobrzusze i rozsiew wymaga szybkiego leczenia chemioterapeutycznego. Ale ponoć odpowiedź na to leczenie jest dobra. Jednym zdarza się kilkumiesięczna regresja zmian innym kilkunastomiesięczna, a inni nie mają jej wcale. Loteria. Ale warto spróbować. Jest szansa na znaczącą poprawę i na to że wodobrzusze po chemii zniknie.

Trzymam kciuki, L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 136
Wyświetleń: 40429

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-16, 23:17   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Witajcie.

Jesteśmy już po kilku konsultacjach.

Onkolog-ginekolog: to nie musi być złośliwy rozrost. Biopsja gruboigłowa + PET są konieczne aby zrobić operację, bo trzeba wiedzieć co się operuje i czy w ogóle operować (jak są odległe przerzuty to wiadomo, że nie). Nie wygląda to na wznowę historii sprzed 3 lat, bo inaczej powinno to wyglądać. Czy mogło to jajowodami do tej macicy przy rozsiewie "wejść" - raczej nie.

Chemioterapeuta: raczej nie wznowa sprzed 3 lat. Biopsja gruboigłowa tak, ale PET nie musiałby w jej ocenie być robiony.

Urolog: cewnik zostaje do operacji. Parametry nerkowe pogorszone to nie problem w tej sytuacji. Niski sód może występować przy zastojach moczu. Jeść solone produkty. Anemia może być też od nerek. Dobrze się odżywiać (białko+żelazo). UKMy się poobkurczały.

Mama przeszła (mam nadzieję, że to koniec i że to "tylko" ta infekcja) infekcję dróg moczowych. Bardzo spektakularnie. Gdyby nie szybka pomoc doktor z HD, to mojej mamy mogłoby już nie być, albo mogłaby nie wiedzieć, że jest. Jeszcze raz dziękuję.

W niedzielę mama zagorączkowała, mocz był mętny, przysypiała i zaczęła mieć drgawki w obrębie dłoni i jednego barku, zmierzyłam temperaturę, przy 39,1 na termometrze przestałam mierzyć i poleciałam zrobić jej okład na głowę. Myślałam, że zaczyna się niewydolność nerek albo/i utrata świadomości z powodu hiponatremii. Ale lekarka z HD przez telefon kazała mi mamie szybko podać Pyralginę i pomogło. Drgawki gorączkowe. Temperatura opadła, objawy minęły.

W poniedziałek była masakra. Po południu mamie pobrano krew i mocz na posiew i dostała antybiotyk tuż po pobraniu posiewu. Zaczęło być jej zimno ale temperatura pod pachą to było 36,7. Cała zaczęła dygotać, dostała szczękościsku. Miała sinicę obwodową. Zadzwoniłam do lekarki z HD - że czasami tak zaczyna się mega gorączka i aby podać Pyralginę. Że tak może wyglądać przebieg infekcji dróg moczowych. Mama miała 40 stopni pod pachą. Skoczyło z tych 36,7 w 30-40 minut. Zwlekłam ją z fotela na łóżko, była cała zesztywniała:( Obłożyłam ją kompresami: głowa, szyja, brzuch i uda. Sinica ustąpiła, ale temperatura wzrosła do 40,3. Zwymiotowała Pyralginę. Na szczęście zdążyłam ją podnieść, bo by się mogła zadławić. Zadzwoniłam do lekarki z HD, czy jest możliwość podać jej dożylnie lek p. gorączkowy. Zmoczyłam w wodzie poszwę na kołdrę i obłożyłam jej całe nogi, również od spodu. Mama znów zwymiotowała, tym razem bardziej obficie, na szczęście znów udało mi się ją podnieść, była już zresztą trochę mniej sztywna. Po ok 30 min przyjechała lekarka z pielęgniarką. Próbowała się wkłuć 3x ale była w żyle a krew nie szła. Na moją prośbę spróbowała założyć drogę na stopie. Mama na nas krzyczała, żeby ją zostawić itd. Ale nie można pacjenta bez świadomości traktować na poważnie. Wiem co sobie pomyślicie, ale na prawdę trzeba było ją ratować. Udało się założyć drogę. Mama dostała 1g pyralginy w 100ml roztworu soli. Pielęgniarka trzymała roztwór na wyciągniętej ręce, a my z lekarką z HD uciskałyśmy miejsca po nieudanych wkłuciach. Ja w sumie byłam z mamą w łóżku, bo trzymałam ją aby nie spadła, a wcześniej przytrzymywałam ręce i nogę. Mamie podano jeszcze 500ml roztworu soli wzmocnionego 10% solą. Pielęgniarka pomogła mi zmienić pościel i przebrać mamę (wszystko było bardzo mokre od zimnych kompresów, a mama w wymiocinach:(). Temperatura spadła do 38 stopni. Później do 37. Mama zasnęła.

Następnego dnia lekarka z HD kazała już ok 17 podać mamie pyralginę, co też zrobiłam aby uniknąć kolejnej masakry. Wieczór był ok. Mocz się poprawił.

Dziś mama nie zagorączkowała, miała dobre ciśnienie i czysty mocz, ale ok 20:30 podałam jej 1/2 saszetki pyralginy i wreszcie po 3 nocach spędzonych na podłodze obok jej łóżka jestem dziś u siebie:)

Wyniki z tego pobrania z poniedziałku są takie: sód 132 (136-147), chlorki 94 (98-1087), mocznik 53 (16-49), kreatynina 1,17 (0,50-0,90), eGFR 47,51 (>60,00), albumina 3,58 (3,80-5,00) CRP 187,98 (0,00-5,00) WBC 21,5 (4,00-10), RBC 3,72 (4,20-5,40) HGB 10,1 (12,0-16,0) HCT 30,3 (37,0-50,0) neutrofile 86,5 (40-74) i parę innych drobnych odchyleń, ale nieszczególnie istotnych. Na posiew czekamy.

W przyszłym tygodniu PET, w kolejnym biopsja.
L.

[ Dodano: 2021-06-16, 23:19 ]
A. Tego pierwszego "gorączkowego" wieczoru też były okłady - brzuch, głowa i uda. Zgodnie z zaleceniem lekarki z HD.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 136
Wyświetleń: 40429

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-08, 22:24   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Martyś, dziękuję z za wsparcie:)

Gaba, czas szybko leci. Moja mama jest po prawie 3 latach od ostatniej chemii: 07.2018. Mamie już troszkę się dziś poprawiło, bo jesteśmy po super extra mega USG.

Ale to też dlatego, że poszłam za kolejnym znakiem. Już wszystko opisuję:

Jak odbierałam badania mamy z krwi, to usiadłam na krawężniku pod szpitalem i rozmawiałam z lekarką z HD. I zauważyłam, że wychodził znajomy radiolog (znajomy z pracy). Oddelegowali go do szpitala covidovego, który tam się znajduje. Więc też czysty przypadek. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co i jak z mamą, ale w weekend doszłam do wniosku, że to dobry trop się do niego umówić. I tak ktoś mi musiał zobaczyć tą płytkę z CT, którą odebrałam wczoraj, bo z opisu, to w sumie nie szło się połapać gdzie jest ten guz i co i jak. Zadzwoniłam do niego w poniedziałek i powiedział, że w sumie to on nie wie, czy nam coś pomoże, ale oczywiście spróbuje (jest stanowczo zbyt skromnym człowiekiem, bo jest świetnym radiologiem i to nie tylko moja opinia). Podjęłam oczywiście decyzję, że jadę z mamą, bo przynajmniej będzie wiadomo czy te UKMy i moczowód jej się obkurczają.

USG (jak zwykle opisuję tylko patologię): (...) w segmencie II widoczna drobna torbiel prosta - średnica do 3mm. Pomiędzy wątrobą a głową trzustki widoczna hipoechogeniczna, nieunaczyniona zmiana o wymiarach 20x23x10mm - punktem wyjścia może być wątroba - obraz może odpowiadać zmianie po poprzednim leczeniu onkologicznym. (...) w obu nerkach widoczne cechy niewielkiego zastoju - po stronie prawej kielichy nerkowe 7-11mm, obustronnie miedniczka nerkowa szerokości 10-15mm. Prawy moczowód średnicy do 13mm (...). Pęcherz moczowy obkurczony na balonie cewnika, modelowany przez zmianę o wymiarach 90x79x120mm. Jej wnętrze o obniżonej echogeniczności i miernie unaczynione. Obwodowo unaczynienie zachowane. W pierwszej kolejności należy uwzględnić guza w macicy (...).

Pierwszy raz w życiu mi się zdarza, że bardziej ufam USG niż CT. I że jest dokładniejsze. Zresztą zostało zweryfikowane z płytką. Zatem obcy raczej jest w macicy. I układ moczowy się obkurcza. Dozgonny hołd dla radiologa! Zostałam Twoim najwierniejszym wyznawcą:) Pod koniec powiedział, że sam jest zaskoczony, bo wydawało mu się, że usg po ct będzie jak kwiatek do kożucha. A ja dodałam, że okazało się wisienką na torcie. Bo w istocie tak jest.

Zadzwoniłam do onkolog, miała tylko chwilkę, jednak nie zbyła mnie, zaproponowała, że oddzwoni. Ale że ja byłam też dziś w pracy, to tylko powiedziałam jej, że przepraszam, że nie przyjechałam, ale że musiałam mamę dodiagnozowac, bo z Ct nic dla mnie nie wynikało i że to prawdopodobnie macica, ale że jest to duży guz. Na pewno do niej wejdę, ale że to raczej jest na pilną operację i jutro idę konsultować mamę do ginekologa-chirurga, który mamę operował.

Jutro mamy też wizytę lekarki z HD. W poniedziałek zdałam jej relację co z mamą i umówiłyśmy się na wizytę. Powiedziałam jej, że mama potrzebuje środków p. bólowych adekwatnych do jej potrzeb i leku nasennego.

Tyle u nas. Jest bardzo groźnie, ale już coś więcej wiadomo. Mamy jeszcze umówioną na przyszły tydzień wizytę u urologa.

Mama trochę złapała wiatr w żagle. Może nawet aż za bardzo bo marzy jej się operacja z przepuklinami. Ale odwodzę ją na razie mocno od tej myśli, bo macica, to krwawa operacja, nie wiem czy nie jest ryzykiem to łączyć z czymkolwiek. Nie mówiąc o tym, że na razie jesteśmy przed konsultacją i nikt jeszcze się nie podjął nawet tej macicy. Przyjdzie czas, będziemy myśleć.

Ja nie mam za złe nikomu, że jest jak jest. Prawda jest taka, że medycyna to jest taka dziedzina w której 2+2=? Raczej rzadko 4. Nawet współczuję onkolog mamy, bo jak już była na SOR, to powiedziała mi, że nie wygląda to na problem onkologiczny. Ginekolog-chirurg wtedy tę macicę zostawił. Chirurg od przepuklin nie chciał Ct i nic go nie niepokoiło. Ja też poległam, myślałam że to problem chirurgiczny. Choć miałam mega niepokój i swoje podejrzenia. Ale raczej podejrzewałam, że może jakaś wznowa na zasadzie coś w otrzewnej. Albo wodobrzusze, bo niepokoiły mnie te powiększone przepukliny. Sama jestem zaskoczona rozwojem zdarzeń. Największy mój niepokój to było brak CT przed operacją, o czym Wam zresztą pisałam.

Trzymajcie kciuki, dam znać jak będzie cos wiadomo. Jutro ważny dzień.
L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 136
Wyświetleń: 40429

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-03, 22:22   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Dziękuję Ola Olka!

Uściski!
L.
  Temat: Rak o nieznanym punkcie wyjścia - C80
Litania

Odpowiedzi: 145
Wyświetleń: 46879

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-02, 23:44   Temat: Rak o nieznanym punkcie wyjścia - C80
Gaba,

bardzo bardzo mi przykro. Domyślam się ile włożyłaś w to energii i ile Cię to kosztowało. To prawda, że jest w Tobie tyle determinacji, że obdzieliłabyś pół forum. Ba! Pół świata! Też o Tobie zawsze ciepło myślę i nawet jak się nie odzywam, to czytam. I jestem. Chcę abyś wiedziała, że jesteś dla mnie bardzo ważna. Mimo, że się nigdy nie poznałyśmy osobiście. A Twoje rady są bezcenne nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich którym tak dzielnie pomagasz i ich wspierasz.

Ściskam Cię bardzo mocno.
L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 136
Wyświetleń: 40429

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-02, 23:35   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Witajcie,

jutro opiszę ze szczegółami, bo jestem dziś mega padnięta. Mamy sequel: Obcy - decydujące starcie. Aż wyciągnę płytkę z CT aby spojrzeć mu prosto w mordę. Owalną, guzowatą, niejednorodnie wzmacniającą się. W miednicy mniejszej siedzi. 86x84x102mm.

Wznowa.
L.

[ Dodano: 2021-06-03, 09:43 ]
Kochani!

Powiedzieć, że ktoś nad nami czuwa, to nic nie powiedzieć. Mam nadzieję, że już tak pozostanie.

Torbiel centralna nerki, którą mama miała uwidocznioną na usg w marcu, to raczej był poszerzony UKM. Raczej na 100%. Czytałam o tym, że czasami jest mylona torbiel centralna nerki z tym problemem. Obcy już tam sobie dobrze poczynał.

Ca-125 z kwietnia było 39,4. Z jednej strony szkoda nie "pofikał" trochę bardziej, bo jakby było wyższe, to byśmy umówiły Ct, ale z drugiej strony termin był już na połowę czerwca jak pytałam przed wizytą u onkolog, więc Ct umówione wtedy byłoby później niż to z wczoraj.

Mama zaczęła mieć problem z trzymaniem moczu i bólami pęcherza moczowego od 14.05. Dwa dni wcześniej miała biegunkę, to zostawiłam jej pampersa na noc i wybrudziła się trochę, to wyglądało na infekcje dróg moczowych. Od 15.05 8 dni furagina. Mama mówiła jednego dnia, że tak jakby lepiej, drugiego, że bez zmian. Konsultowałam z dr z HD, że trzeba będzie zrobić posiew po kilku dniach brania furaginy, jak nie będzie poprawy, ale mama podawała te objawy niejednoznacznie.

Posiew zrobiłam w środę rano 26.05., wyniki z antybiogramem miały być 31.05. Miałam duży problem z pozyskaniem moczu, bo mama nie sikała tak "świadomie" za dużo, łącznie 10ml w około 30 min. Ale, że zgłaszała jakby kłucie w nerce, to wieczorem pojechałam z nią do lekarza. Przepisał antybiotyk. 7 dni. "Pomoc świąteczna", bo do lekarza POZ mojej mamy czeka się 1,5-2 tyg. na wizytę - nie żartuję.

W poniedziałek poszłam odebrać posiew. Ponieważ hodowało się powyżej 3 gatunków bakterii, to nic nie wyhodowali uznając to za zanieczyszczenie, zresztą bardzo prawdopodobne. Ale łzy stanęły mi w oczach, bo mamie ten antybiotyk tak sobie pomagał i trzeba było podjąć dalsze decyzje a nie było na podstawie czego. Bardzo mnie to zmartwiło. I miałam żal. Bo że nic nie wyhodują, to już było wiadomo 27.05. Powinni zadzwonić. Dziś wiem, że tak miało być. I że dzięki temu wiemy tak dużo, ale wtedy poczułam się bezradna. Bo Pani zaczęła mi tłumaczyć jak pobrać mocz, że środkowy strumień itd. A ja się poczułam jak z ręką w nocniku, bo przy takim nietrzymaniu moczu, to nie ma "środkowego strumienia" i powiedziałam, że to jest skomplikowane, bo dawanie kolejnego antybiotyku w ciemno w sumie starszej, onkologicznej pacjentce u której jelita fiksują po antybiotyku a z naszymi problemami z jelitami to ten antybiotyk pierwszy już był "wyższą koniecznością".

Zadzwoniłam do Doktor z HD. Byłam akurat z mężem na cmentarzu. Pod koniec rozmowy z nią wypatrzyłam przy jakimś grobie czterolistną kończynę. Pamiętam, że powiedziałam jej o tym i że oby to był znak. W sumie był. Bo wszystko zaczęło iść w lepsza stronę. Zaproponowała cewnikowanie pęcherza i że zleci posiew z poradni HD. Bo infekcja może być wieloczynnikowa i nawet jak będzie im się hodowało więcej bakterii, to z tak pobranego moczu musza zrobić badanie. 01.06 rano cudowna pielęgniarka-anioł założyła mamie cewnik i nalałyśmy do dwóch pojemników, bo chciałam zrobić jeszcze badanie ogólne moczu. No i zadecydowałam, że robię mamie też badania z krwi. Bo i tak się umówiłam z Doktor z HD, że aby nie czekać na kierowcę, to sama zawiozę ten mocz. Mocz spływał. Wylewałam do toalety po 1/2 papierowej nerki, kilka razy. Łącznie wyszło nam ok 1500ml zalegającego, ale czystego moczu. Przepukliny się pięknie cofnęły. Zeszło ciśnienie z brzucha. To nietrzymanie moczu było z przepełnienia pęcherza. Prawdopodobnie nie było żadnej infekcji, ale tego już się nigdy nie dowiemy. Tak czy siak mama miała wybrać cały antybiotyk, niezależnie od tego czy posiew będzie przerastał, bo zawsze mogło okazać się, że on zadziałał. Doktor powiedziała, że może być tak, że tam mama ma jakiś zrost, albo ten pęcherz z powodu tych przepuklin się jakoś ułożył niefortunnie i że mamy robić bilans płynów (m.in. ważenie pieluch) aby obserwować co się dzieje i szybko skonsultować z chirurgiem. Czy mama ma być do operacji zacewnikowana. Dała też nadzieję, że może po całkowitym opróżnieniu pęcherza się poprawi. Dopytałam czy jeszcze zrobić mamie jakieś badania poza tymi, które sobie obmyśliłam. Jonogram. Dziękuję Pani Doktor raz jeszcze za uratowanie nerek mamy i w sumie całej mamy i za wszelkie dobro.

Zawiozłam mamę do parku. I wiecie co? Spotkałam Panią kardiolog, która kiedyś podpowiedziała nam, że może mama mieć zespół Meigsa. Ostatecznie to nie jest to rozpoznanie, ale dzięki temu wywalczyłam powtórną histopatologie, bo zaczęłam szukać. Porozmawiałyśmy, mamę oprowadziłam wzdłuż stawu i zawiozłam mamę domu. Ale znów coś mnie "tchnęło". Bałam się o te nerki i zaczęłam czytać o niewydolności. Pomyślałam, że jak mama miała pobrane badanie o 11:00 a jest 14:00 to może jeszcze jakimś cudem zrobią jej eGFR. Pochwała głupoty mojej, bo jakoś nie wiedziałam, że robią to automatycznie. A że badanie było płatne, to umyśliłam, że pobiegnę, dopłacę i aby zrobili. Dobrze się stało, bo wyniki już były. Lekka anemia: RBC 3,92 (4,20-5,40); HGB: 11,00 (12-16), HCT 31,8 (37-50), Nerki ok (mocznik, kreatynina). TSH, FT3, FT4, Kortyzol też ok. Cukier ok. Ogólne moczu też względnie ok (wyższe ph 6,5, bardzo liczne nabłonki płaskie). Ale chlorki: 85 (98-198) i największe zaskoczenie: ciężka hiponatremia: sód 122 (136-147). Od razu zadzwoniłam do mamy, że ma zjeść coś z solą, podziękowałam Pani z lab, że wydrukowała mi od ręki badania.

Zadzwoniłam do lekarki z HD. Najlepiej byłoby mamę albo wyrównać w domu albo zawieźć do szpitala, albo próbować wyrównać sód podając rozsądnie sól np.: pomiędzy dwoma plastrami pomidora z konieczną kontrolą stężenia sodu w najbliższych dniach. Mama nie chciała aby jej zakładać drogę, nie chciała też jechać na pogotowie. Do 22:00 nie oddała nawet kropli moczu. W żadnej pozycji, nawet na leżąco. Wyszłam z mieszanymi odczuciami, ale do późna w nocy pisałam już informację nt. zdrowia pacjenta dla lekarza pogotowia i kompletowałam dokumentację medyczną mamy. Wysłałam też wyniki Pani kardiolog, obiecała razem z nami myśleć dlaczego przy dobrych nerkach sód jest tak niski.


Rano mocz trochę zaczął "przeciekać", bo znów przepukliny były napięte. Ale tego moczu było max. 250ml. Po godzinie pertraktacji z mamą zawiozłam ją na SOR z pełna informacją nt. mamy. Pani kardiolog była ze mną w kontakcie i mówiła, że ten sód trzeba bardzo wolno wyrównywać. Ja co prawda napisałam w informacji na grubo uwagę, że nie wiemy czy mama ma ostry epizod hiponatremii czy przewlekły, ale postanowiłam po godzinie zadzwonić na SOR i powiedzieć, że ja myślę i że wszystko na to wskazuje, że przewlekły. Dla niewtajemniczonych, to szybkie wyrównanie sodu grozi mielinozą mostu, obrzękiem mózgu i kwiatkami na grobie. W między czasie czekałam w kolejce do onkolog mamy. Odebrał Pan Doktor, ale to nie on prowadził mamę. Powiedział, że chcą jej zrobić ct. Ponieważ mama miała kreatyninę 0,79 to zapytałam, czy może udało by się podać jej kontrast. Zasadniczo nie, bo nie robią tego na SOR i musiałam bardzo długo tłumaczyć, dlaczego ten kontrast może ją uratować na tym etapie. Wstępnie był na nie, ale obiecał przekazać lekarzowi, który prowadzi mamę moje argumenty. Weszłam do onkolog. Wychodziła, ale jak powiedziałam, że mama jest na SOR, ma zaleganie moczu i hiponatremię to się zmartwiła. Powiedziała, że nawet jak nie podadzą kontrastu, to aby szybko po weekendzie do niej zadzwonić, że zrobimy na cito Ct z kontrastem mamie. Szkoda byłoby mi aby mama cierpiała, ale to też było wyjście. Zapytałam czy mogę zrobić jeszcze jakiekolwiek badania aby wyjaśnić sytuacje mamy. Na razie nic. Obrazowe.

Zadzwoniłam po kolejnej godzinie na SOR, lekarka powiedziała, że zdecydowali się na kontrast. Dziękowałam bardzo. Wyrównywali sód. W pęcherzu zalegało 2000ml moczu. Najpierw na mnie prawie nakrzyczała, że sama leczę mamę w domu, ale ja jej powiedziałam, że to nie jest do końca mój wybór tylko konieczność i wyjaśniłam sytuację. Emocje opadły.

Przed 15:00 dowiedziałam się, że mamy pasażera, który prawdopodobnie uniemożliwia odpływ moczu z pęcherza. Nie podała wymiarów, ale jak go opisała, to ja powiedziała że nie ma się co oszukiwać, jak nie jest to gładkościenne, to to jest rak. Potwierdziła. Wznowa.

Zadzwoniłam do mamy. Powiedziała, że nie chce już cierpieć i że ona już woli teraz umrzeć. Zacisnęłam zęby i pocieszyłam ja jak umiałam.

Napisałam do onkolog. Będę u niej we wtorek. Wyznaczyłam wizytę do ginekologa-chirurga na środę.

Zadzwoniłam do koleżanki-lekarki. Powiedziała coś, co mnie bardzo postawiło. Jej ciocia niedawno zmarła na raka jajnika (ma mega obciążenia rodzinne, niestety). Że ona miała wrażenie, że z jej ciocią to one były o krok do tyłu na każdym etapie. A że ja jestem zawsze o krok do przodu z moja mamą. I tego się chce trzymać.

Zadzwoniła dr z HD - rano wysłałam jej sms, że jadę z mama na SOR i co i jak. Powiedziała, że mama wraca pod pełną opiekę HD i mogę liczyć na jej bezpośrednią pomoc. To dla mnie mega ważne, bo mama wyszła z cewnikiem. Poprosiłam aby trzymała kciuki, że to nie nacieka nigdzie. I powiedziałam jej, że boje się bo lekarka nie chciała powiedzieć mi dokładnie jaki rozmiar ma nasz pasażer.

Ok 18:30 okazało się, że mama ma nadal niższy sód niż 130 i że podają jej kolejną kroplówkę. Zadzwoniłam do mamy, ona powiedziała, że już nie wytrzyma, że ona się wypisuje, bo już ją wszystko tak boli, że kończymy. Zadzwoniłam do lekarki. Sód 129. W sumie, to pomyślałam, że trochę brawurowo z takiego sodu wyrównywać do 130, wiec przekonałam ją że ją z takim sodem nie boję się jej zabrać. I że mam pełne zaplecze i jestem ogarnięta. Tym razem to że "leczę sama mamę" okazało się moim atutem. Po pół godzinie odebraliśmy mamę.

CT: "(...) w segmencie 2 widoczna hipodensyjna zmiana wielkości 4mm prawdopodobnie torbiel, nie można wykluczyć meta (...), UKM nerki prawej poszerzony: kielichy do 13mm, miedniczka 21mm. UKM nerki lewej również poszerzony: kielichy do 10mm, miedniczka do 20mm. Moczowód prawy poszerzony do 15mm (...). W miednicy widoczna owalna, guzowata, niejednorodnie wzmacniająca się zmiana o wymiarach 86x84x102mm. Po stronie lewej w sąsiedztwie naczyń biodrowych widoczna owalna zmiana 26x25mm - najpewniej powiększony węzeł chłonny.

Dobrze, że nie pękł jej ten pęcherz. Wykładniki nerek nie wskazują na ich uszkodzenie, ale nie wiemy czy to się obkurczy i co będzie w najbliższych dniach.

Mam plan. Jest tylko jeden. Żyć albo nie żyć. Trzymajcie za nas kciuki, bo znów wsiadamy na karuzelę.

W rtg nie ma zmian, jest tylko niepewna zmiana na wątrobie. Ponieważ zmniejszyło się ciśnienie w otrzewnej, to pewnie będzie mu łatwiej. Nie ma info o naciekaniu. Wyobrażam sobie go jako pulsujące, czarne, oślizgłe coś. I to jest ostatni, jedyny moment aby go przechytrzyć. Przynajmniej na razie. Proszę o ciepłe myśli.

Będę informowała jak coś będę wiedziała.

L.
 
Strona 1 z 11
Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group