Link do strony z możliwością wsparcia forum:

https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Długa historia ku przestrodze - "alt-med"
Autor Wiadomość
Szop Pracz 



Dołączyła: 08 Paź 2015
Posty: 8
Pomogła: 2 razy

 #1  Wysłany: 2016-03-14, 12:52  Długa historia ku przestrodze - "alt-med"


Czytając posty na tym forum, widzę iż co jakiś czas nawracają wątpliwości
co do słuszności trzymania się medycyny opartej na dowodach, pojawiają się czasem subtelne sugestie, a czasem nachalne trollowanie zwolenników metod "alternatywnych".

Chciałabym, żeby była to głupota wynikająca z dobrych pobudek, ale podejrzewam, że nie zawsze tak jest.

Medycyna alternatywna zabija i zwodzi chorych na manowce. Często jedni chorzy - innych.

Sledząc tematy SBM, wszelkiej maści szarlatanów i losów chorych zagubionych pomiędzy, trafiłam na dość medialną historię, która niezmiernie mnie zasmuciła i przeraziła.

W Polsce nie było o tym głośno - dlatego przedstawię.

Obecnie popularnym trendem jest "naturalność" wszystkiego, nie tylko leczenia, ale jedzenia, ubrań, czego by się nie dało "znaturalizować".

Trend "czystego" stylu życia i ćwiczeń tworzy pewien konglomerat z internetową pseudonauką i radami w stylu Cosmo, który łąćznie ładnie nazywany jest "wellness".
Pod tym parasolem kryje się dużo rzeczy, od diet paleo po waginalną saunę (jeśli chcecie się pośmiać, zachęcam do zapoznania się z poradami zdrowotnymi Gwyneth Paltrow).


W ten trend kilka lat temu wpisała się młoda, atrakcyjna, medialna Australijka - 22-letnia wówczas Jessica Ainscough, korzystająca z pseudonimu "Wellness Warrior" (wow).
Jessica miała wszystkie cechy powyżej, stała się też zamożna w miarę trwania swej kariery jako blogerki, pisarki i mówczyni.

A potem, Jessica umarła.
Na mięsaka epitelioidnego, rzadki nowotwór, od którego zaczęła się i na którego leczeniu oparła się jej kariera.

Od początku: Jess Ainscough dowiaduje się, że zmiany na jej lewej ręce to mięsak, a lekarze dają jej dwie opcje - amputacja całej kończyny z łopatką, która prawdopodobnie uratuje jej życie. Lub - chemioterapia dotętnicza, która przedłuży jej czas, ale nowotwór zapewne powróci.

Przerażający wybór. Tragiczna sytuacja - nikt nie chciałby takich wyborów dokonywać. Padło na nią. Ainscough wybrała chemię, co nie jest zaskakujące - nie było tu łatwych opcji. Po około roku od zakończenia leczenia, zgodnie z przewidywaniami, choroba wróciła, a ona znów znalazła się w punkcie wyjścia - z amputacją kończyny jako jedyną szansą na wyleczenie.

Jessica Ainscough nie wybrała operacji - do tego momentu jest to nawet zrozumiałe. To, co jest dalej, staje się mniej zrozumiałe, a moralnie wątpliwe.

Ainscough postanowiła leczyć mięsaka terapią Gersona - czyli dietą opartą na owocowo-warzywnych smoothies, suplementach i lewatywach z kawy.
Musiała być zdesperowana - trzymała się idealnie reżimu diety, który ustawiał jej każdą godzinę dnia (prawie co godzinę smoothie, lewatywa do 5 razy dziennie).
Musiała też, oczywiście, myśleć pozytywnie, promienieć radościa i wellness - i zacząć promować terapię Gersona. Zarabiać na tym.

Jej blog stał się jej źródłem dochodu, dawała wykłady o swoim leczeniu, promowała pseudometody lecznicze, pisała poradniki - z bloga powstała firma pełną gębą.
Chorzy ufali jej i podążali za jej radami.

Był z tym tylko jeden problem - wbrew temu, co Ainscough wielokrotnie publicznie mówiła, dieta Gersona nie wyleczyła jej z nowotworu.
"Drobne" przekłamanie.

Mięsak epitelioidny ma to do siebie, że choć trudny do leczenia i nieustępliwy, jest nowotwórem rozwijającym się powoli, czasem niezwykle - i ta powolna progresja dała Jess czas na rozwinięcie jej kariery jako guru od leczenia alternatywnego i zdrowego stylu życia.

W międzyczasie, na raka piersi zachorowała matka Ainscough, Sharon - i zdecydowała, jak córka, o zaniechaniu leczenia konwencjonalnego i leczeniu terapią Gersona. Po około półtora roku zmarła na rozsiany nowotwór sutka - jak łatwo było przewidzieć.

W tym momencie tej historii wypadałoby, by Jessica zaczęła się zastanawiać nad szarlatanerią, którą promuje i z której żyje - która zabiła de facto jej matkę. Być może zastanawiać się zaczęła, ale publicznie nic z tego do wiadomości publicznej się nie przedostało - nie zmieniła niczego.
Trudno powiedzieć, czy wierzyła, czy okłamywała się, ale dla jej fanów wszystko wciąż było po staremu - ich guru została wyleczona z raka dietą i suplementami.

Coś zaczęło się psuć w okolicy 2013 i 2014 roku, kiedy Jessica nie była w stanie już pokazywać - ani ukrywać - swojej zdeformowanej guzami kończyny bez niewygodnych pytań publiki.
Tłumaczyła ten stan obrzękiem limfatycznym, efektami ubocznymi po dawnej chemioterapii, w końcu przyznała że miało miejsce "zaostrzenie" choroby, bo na chwilę nieco się zaniebała.

Po pewnym czasie zaczęła zaprzeczać, by kiedykolwiek twierdziła, że wyleczyła się Gersonem z mięsaka.
Dopiero kilka miesięcy przed śmiercią stwierdziła, iż potrzebuje "regeneracyjnej przerwy" - po jakimś czasie przyznając, iż od wielu miesięcy krwawi z jednego z guzów pod pachą.
Nigdy nie skrytykowała pseudomedycyny, która się zajmowała i na której zarobiła ogromne pieniądze, ani nie wycofała się ze swoich przekonań.

Kilka miesięcy później umarła, wciąż w glorii Wellness Warrior, która "wyleczyła raka dietą" (i umarła nań, ale to szczegół w społeczności alt-medu).

Nie wiadomo, ile osób pociągnęła za sobą, by zrezygnowały z leczenia na rzecz szarlatanerii. Na pewno przez jakiś czas bardzo jej się to opłacało.

Trudno mi widzieć w niej tylko omamioną alt-medem ofiarę, widzę raczej współsprawcę.

Media łatwo i chętnie łykają takie historie - młoda i piękna leczy raka koktajlem z jarmużu (...i lewatywą; to mniej medialne).

Zbyt łatwo - polecam pogooglować też historię niejakiej Belle Gibson, która dietą miała wyleczyć guza mózgu i na związanej z tym promocji i książce zarobiła krocie.
Media zachwyciły się Gibson, póki nie wyszło na jaw, że z tymi cudami to nie tak łatwo - okazało się, że nigdy nie była chora.

Ot, takie historie ku przestrodze i do przemyślenia.

Polecam wpisać w gugle "Jess Ainscough" + "quackery", albo "science based medicine".
Polecam posłuchać wywiadu z Belle Gibson w "60 Minutes".
:|
 
vioom 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 18 Sty 2010
Posty: 1286
Pomógł: 1048 razy

 #2  Wysłany: 2016-03-15, 15:22  


Witaj,

Co Cię skłoniło do opublikowania takich przemyśleń?

Pozdrawiam
_________________
www.rjforum.pl - Nowotwór jądra to nie wyrok! Masz wątpliwości? Dowiedz się więcej!
 
Szop Pracz 



Dołączyła: 08 Paź 2015
Posty: 8
Pomogła: 2 razy

 #3  Wysłany: 2016-03-15, 20:05  


Dobry wieczór,

pracuję w służbie zdrowia i interesuję się zagadnieniami onkologicznymi też prywatnie. Miałam też styczność z tematem w związku z podejrzeniem raka żołądka u mojej mamy.

Szczególnie zawsze uznawałam za poniekąd swój obowiązek walczyć z fałszywymi, szkodliwymi przekonaniami na tematy medyczne, z pseudonauką.

Pozdrawiam serdecznie,

Szop ;-)

[ Dodano: 2016-03-15, 20:09 ]
PS. Wiem, że wielu chorych i ich bliskich czyta to forum, i czasem mimo starań moderatorów i forumowych ekspertów, widzę że wątpią w słuszność konwencjonalnego leczenia, szukają alternatyw etc. Widziałam też wśród bliskich, jak łatwo ze strachu szukać pomocy w złym miejscu. Czasem takie historie - niestety prawdziwe - przemawiają bardziej niż racjonalne tłumaczenia.
 
vioom 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 18 Sty 2010
Posty: 1286
Pomógł: 1048 razy

 #4  Wysłany: 2016-03-17, 02:13  


Bierzesz udział w wojnie, której nigdy nie wygrasz :) Dziwię się ale i podziwiam!

Pozdrawiam!
_________________
www.rjforum.pl - Nowotwór jądra to nie wyrok! Masz wątpliwości? Dowiedz się więcej!
 
Szop Pracz 



Dołączyła: 08 Paź 2015
Posty: 8
Pomogła: 2 razy

 #5  Wysłany: 2016-03-19, 10:43  


Dziękuję bardzo :-) To prawda, nigdy nie przekona się ani wszystkich, ani większości, ale wydaje mi się, że jeśli coś takiego odwiedzie choć jedną osobę od popełnienia być może największego błędu w życiu - to warto.
Taki, o, idealizm ;-)

Pozdrawiam :-)

[ Dodano: 2016-03-19, 10:45 ]
Swoją drogą, moja osobista przeprawa w rodzinie w związku z "cudownym" działaniem megadawek witaminy C w celach profilaktycznych (!!) nauczyła mnie sporo pokory, choć w końcu udało się tę osobę odwieść od tej "suplementacji".
 
vioom 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 18 Sty 2010
Posty: 1286
Pomógł: 1048 razy

 #6  Wysłany: 2016-03-21, 14:46  


Szop Pracz napisał/a:

Swoją drogą, moja osobista przeprawa w rodzinie w związku z "cudownym" działaniem megadawek witaminy C w celach profilaktycznych (!!)

Mnie tam całkiem duże dawki witaminy C skutecznie pomagają na przeziębienie :) :) :)

Pozdrawiam!
_________________
www.rjforum.pl - Nowotwór jądra to nie wyrok! Masz wątpliwości? Dowiedz się więcej!
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group